Adres Polska Warszawa

Krótka analiza nowej ustawy

2020.04.06 23:33 pothkan Krótka analiza nowej ustawy

Nie moje - kolegi, że dobre to się dzielę.
Podkreślenia moje.
Wybory prezydenckie. All you need to know...
  1. Żeby przesłać wyborcy kartę do głosowania w wyborach - wystarczy list zwykły wrzucony do skrzynki pocztowej. A powiadomienie o mandacie za parkowanie przychodzi poleconym.
  2. Dopisać się do spisu wyborców (czytaj - podać aktualny adres przebywania) można najpóźniej w dniu wejścia w życie ustawy. Czyli - do spisu wyborców należy się dopisać ze względu na przepisy nieobowiązujące, bo jak zaczną być obowiązujące, to dopisać się już nie będzie można.
  3. Nasze państwo jest gotowe w kilka dni (ustawa może wejść w życie dopiero w maju) wydrukować trzydzieści milionów kart do głosowania (odpowiednio zabezpieczonych) i tyle samo oświadczeń oraz 90 milionów kopert (odpowiednio oznaczonych). I jest w stanie je dostarczyć do 30 milionów ludzi. I to jest to samo państwo, które nie potrafi wyprodukować i dostarczyć paru milionów maseczek do szpitali?
  4. Koperty należy wrzucić do JEDNEJ skrzynki w każdej gminie. Wyjątkiem jest Warszawa, gdzie skrzynka ma być umieszczona w każdej dzielnicy. Kilkaset tysięcy mieszkańców gminy Kraków ma głosować wrzucając głosy w tym samym miejscu. Głosowanie trwa 14 godzin. Do the math.
  5. W każdej gminie tworzy się JEDNĄ komisję wyborczą, która obejmuje całą gminę (wyjątek w Warszawie - jedna komisja na dzielnicę). Limit liczby członków komisji to 45 (dla miejscowości > 250 tys. mieszkańców). Czyli w takim Krakowie mamy ok. 600 tys. uprawnionych do głosowania, a w komisji 45 osób. Do the math. Komisarz może powołać więcej osób. W nieokreślonym trybie.
  6. Z jakiegoś powodu rozdziela się jedną skrzynkę wrzutową na głosy i siedzibę komisji. Poczta ma sukcesywnie wybierać głosy ze skrzynki wrzutowej i przewozić je do komisji. Czyli jakby po staremu wrzucasz coś do skrzynki, a potem po nowemu - listonosz ją otwiera, bierze coś i gdzieś wiezie. A potem to trafia do urny. Prawda, że trafia?
  7. Komisja wyborcza sprawdzając poprawność oświadczenia weryfikuje imię, nazwisko i PESEL. Nie weryfikuje podpisu. Innych środków weryfikacji też nie ma. Posiadacze baz danych osobowych mogą zacierać ręce.
  8. W czasie wykonywania zadań wynikających z ustawy (dostarczenie 30 milionów przesyłek wyborczych) Poczta Polska zwolniona jest z obowiązku świadczenia innych usług pocztowych. Wysłałaś paczkę? Wysłałeś ważne pismo? Trudno - poczekasz, aż poczta dostarczy 30 milionów przesyłek. Średnio poczta dostarcza jakieś 3,5 miliona listów dziennie (bez koronawirusa). Ile potrwają ograniczenia. Do the math.
  9. Przestępstwa związane z kartami do głosowania: niszczenie, uszkadzanie, ukrywanie, przerabianie, podrabianie lub kradzież.
  10. Co to znaczy "ukrywa"? Jeśli karta do głosowania zaginie z mojej skrzynki (zabezpieczonej tak doskonale jak i Wasze) to czy ktoś będzie ścigany za "kradzież", czy ja za "ukrycie"?
  11. Nie jest przestępstwem sprzedaż ani zakup pakietów wyborczych. Jak to było? Takie wybory to można kupić w każdym sklepie z wyborami.
  12. Ustawa wprost stwierdza, że wrzucić głosy można za pomocą innej osoby. Czyli ktoś z torbą kopert nikogo nie powinien zdziwić.
Święto demokracji się zbliża.
submitted by pothkan to Polska [link] [comments]


2018.12.21 23:59 Gazetawarszawska ZAGADNIENIE ŻYDOWSKIE

Szczytem zaś wszystkiego jest odezwa Franka, przywódcy żydowskiej sekty mechesów.
Ten to żyd turecki w swej odezwie z 1755 roku do ży­dów w Polsce, tak charakteryzował kraj i ludność polską:
„A szlachta polska, czego nam właśnie trzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nigdy nie byli od niej mędrsi, dla nas zaś zawsze byli jeszcze lepsi niż ona... Nie tylko przez taką ludność, ale także niesłychane swobody i rozkosze ludu żydow­skiego w Polsce, ja bym ten kraj, prędzej nazwał żydowskim, niż polskim, judzką niż polską ziemią, bo te miliony chłopów polskich, dla żydów żyją, dla nich jedynie w pocie czoła pracują i sam Pan Bóg po Palestynie Polską musiał na nową ziemię obiecaną, Kraków na nową Jerozolimą przeznaczyć".
ZAGADNIENIE ŻYDOWSKIE
PRACA DLA POLAKÓW WŁADZA DLA NARODU
Narodowo - Radykalny Komitet Wydawniczy Młodych
WARSZAWA
DRUKARNIA OGNISKA, POZNAŃ, WIELKIE GARBARY II. TELEFON 12-48
+++
  1. Najważniejsze zagadnienie.
„Przyjdzie taka chwila, w której wszystkie narody chrześcijańskie, wśród których żyją żydzi, poznają, że zagadnienie, czy żyda można pozostawić, czy też trzeba wyrzucić, jest dla nich takiem, które określa się jako zagadnienie życia i śmierci".
Franciszek Liszt.
Najważniejszem zagadnieniem dla Polski w chwili obec­nej jest kwestja żydowska, ponieważ decyduje o naszej przyszłości:
Pod względem gospodarczym. W kraju cierpiącym na bezrobocie i przeludnienie, cztery miljony miejsc zajętych przez żydów, stanowi o nędzy ludności, więcej: Żydzi opano­wali niemal całkowicie finanse i handel. Anonimowy kapitał żydowski rządzi przemysłem. Połowę wolnych zawodów będą stanowić w najbliższej przyszłości żydzi. Rządząc życiem gospodarczem nie dopuszczą oni dobrowolnie do jakichkolwiek zmian ustroju gospodarczego, pożytecznych dla narodu — go­spodarza, a tem samem szkodliwych dla narodu — pasorzyta.
Pod względem kulturalnym. Nauka polska jest w po­ważnej mierze opanowana przez żydów, świadczy o tem za­równo ilość profesorów i asystentów żydów, jak i zafałszowa­nie poszczególnych dziedzin wiedzy, jak np. historji przez żydów dla ich celów narodowych. Literatura jest w ręku żydowskiem: Teatry, czasopisma, krytyka, domy wydawnicze, poezje. To samo w dziedzinie sztuk pięknych, zwłaszcza mu­zyki. Dzienniki, radjo, film, to dziedzina niemal monopolu żydowskiego.
Jeżeli nie chcemy, by inteligencja polska zaczęła myśleć, mówić i pisać w duchu żydowskim — w dziedzinie tej musi nastąpić głęboka rewolucja.
Pod względem politycznym. Istotnym podziałem poli­tycznym w Polsce, nie jest dziś podział na lewicę i prawicę, na radykałów i zachowawców, na kolektywistów i indywiduali­stów, ale na ludzi zależnych i nie zależnych od żydów. Przy­szłość zagadnienia żydowskiego ’ zadecyduje o tem, kiedy, jakie i z kim prowadzić będziemy wojny i z jakim wynikiem. Czy będziemy samodzielni, czy nie. W położeniu naszem szaleństwem byłoby nie uwolnić się od opieki żydów, dążą­cych do swych własnych celów, których Polska nic nie ob­chodzi.
Rozwiązanie sprawy żydowskiej musi nastąpić już obec­nie. Po pierwsze dlatego, że ta sprawa już może być rozwią­zana, bo potęga żydowstwa międzynarodowego po ciosach finansowym w Ameryce i politycznym w Niemczech, oraz wobec załamania międzynarodowej finansjery jest o tyle sła­ba, że groźnego ciosu Polsce zadać nie może.
Po drugie dla tego, że ta sprawa już musi być rozwią­zana, bo za lat kilka nastąpi rozwiązanie żydowskie, praw­dopodobnie w postaci komunizmu, jeżeli iść będziemy dalej w kierunku spełniania żydowskiego programu polskiemi rękami.
Jak rozwiązać zagadnienie żydowskie?
  1. Czem żydzi nie są i czem me mogą być.
„...chorego nie można wiecznie tolerować. Nawet ojciec lub matka, jeżeli są stale chorzy, stają się cięża­rem. Narody nie mogą nas znieść. My zarażamy powie­trze jak naród chory...“
poseł Icchok Griinbaum.
Zasadniczym błędem jest wtłaczanie sprawy żydowskiej w ramy t. zw. zagadnienia mniejszości narodowych. Takiego zagadnienia w ogóle niema. Samo pojęcie mniejszości narodo­wych jest sztuczne, zaczerpnięte jedynie i wyłącznie z narzu­conego nam t. zw. małego traktatu wersalskiego. Można jeszcze od biedy chrzcić tą nazwą ludność niemiecką w Polsce oraz Czechów na Wołyniu i Litwinów w kilku gminach północno- wschodnich. Są to bowiem odroślą większych organizmów narodowych, mieszkające poza granicami swych państw naro­dowych. Miarą naszego ustosunkowania się do tych „mniej­szości" winien być nasz stosunek do Niemiec, Czech i Litwy.
Zupełnie odrębne zagadnienie powstaje w odniesieniu do Białorusinów, Poleszuków, Rusinów, Hucułów i innych plemion słowiańskich na wschodzie naszego państwa. Jest to nasza sprawa czysto wewnętrzna. Dalecy jesteśmy zresztą od odbierania naszym bliskim pobratymcom ich odrębności plemiennych, przeciwnie, uznajemy je za czynnik bogacący kulturę polską.
Taki jest nasz cel na wschodzie państwa.
Sprawy żydowskiej niepodobna rozwiązać frazesem o lo­jalności obywatelskiej. Sięga ona znacznie głębiej.
Żydzi są pod względem rasowym bardzo odrębni od ogółu narodów europejskich.
Pod względem kultury odrębność żydowska zaznacza się jeszcze silniej. Podczas gdy plemiona ruskie i białoruskie kulturalnie różnią się od nas niewiele, podczas gdy Niemcy posiadają wspólne z nami, choć inaczej nieco rozumiane pierwiastki cywilizacji rzymskiej, żydzi stanowią odrębny, zam­knięty w sobie świat kulturalny, kwitnący na dwa tysiące lat przed powstaniem państwa Polskiego, świat różny pochodzeniem i duchem od cywilizacji, na której jesteśmy wychowani.
Uważanie żydów za materjał na Polaków jest taką samą głupotą jak przypuszczenie, że Japończyk w smokingu prze­staje być Azjatą.
Stop dwóch światów, obcych sobie w najgłębszych po­kładach duchowych byłby zagładą naszej cywilizacji narodowej, zniszczeniem tego, co z wysiłkiem zbudowało trzydzieści po­koleń. Nie grozi nam to jednak.
Młode pokolenie polskie i żydowskie to już dwa światy odrębne nie tylko duchowo (to było zawsze), ale i społecznie.
Ten zdrowy objaw pozwala wreszcie na ostateczne po­grzebanie upiora „assymilacji”.
III. Czem żydzi są i czem chcą być.
„Gdyby ten wrogi stosunek nawet wstręt byt oka­zany żydom tylko w pewnym czasie i w jednym kraju, łatwo byłoby wybadać ukryte przyczyny tej niechęci; ale plemię to było, przeciwnie narażone na nienawiść wszyst­kich narodów, wśród których mieszkało. Trzeba więc, ponieważ wrogowie żydów należeli do najróżniejszych plemion, żyli w krajach od siebie odległych rządzeni byli przez różne prawa, kierowani przez odmienne za­sady, nie mieli tych samych obyczajów i przyzwyczajeń, przejęci byli odmiennym duchem, który nie pozwalał im sądzić o rzeczach jednakowo, trzeba więc, by przyczyny ogólne antysemityzmu tkwiły w samym Izraelu, a me w tych którzy go zwalczali".
Bernard Lazare »L’Antisémitisme“ 1894
Najważniejszą przyczyną odrębności żydów jest ich organizacja polityczna.
Żydostwo jest zbiorem sekt rozmaitych i różnych grup politycznych nieraz zupełnie sprzeęznych. Pomimo to zachowuje jednolitość działania na zewnątrz, a nawet wygrywa nie­raz wewnętrzne sprzeczności. Przyczyna tego tkwi w organi­zacji wewnętrznej żydów. Żydzi są rządzeni przez starą i sprawną tajną organizacją jednocześnie religijną i polityczną.
Organizacja ta do tej pory od okresów bardzo zamierz­chłych, bo bodaj czy jeszcze nie od epoki niewoli babilońskiej operowała podwójną bronią.
Z jednej strony używała żydów „asymilatorów” pozornie wchodzących w skład innych narodów, zdobywających tam wpływy i działających w myśl interesów narodu żydowskiego. Z drugiej stworzyła związki „ortodoksów” żydów pobożnych, strzegących czystości i odrębności życia religijnego i na­rodowego+).
Ostatnio dwa wielkie ruchy mają powodzenie w żydostwie.
Jeden to sjonizm. Jest to ruch przeznaczony dla żydów oderwanych już od swego środowiska, którzy nie zachowując przepisów religijnych, stracićby mogli łączność ze swoim narodem. Sjonizm łączy tych wszystkich żydów, wyszłych ze środowiska chałaciarskiego i odnawia na nowoczesnych pod­stawach poczucie łączności narodu żydowskiego. Operuje on hasłem odbudowy „Erec Izrael” czyli założenia centrum politycznego narodowego w Palestynie, abv mogło ono ześrodkować wysiłki żydostwa i stamtąd kierować ośrodkami żydow­skimi wśród narodów.
Drugi to komunizm. Celem jego jest przygotowanie gruntu dla wzniesienia gmachu państwa wszechświatowego żydostwa w myśl maksymy jednego z największych przywódców żydowskich, nieżyjącego Teodora Herzla: „Jeżeli na miejsce starej budowli chcę postawić nową muszę naprzód burzyć, a potem dopiero budować".
W pełnych chorobliwej zachłanności planach politycznych żydów Polska odgrywa rolę szczególną.
Żydzi świadomie kolonizują Polskę od wieków, pragnąc z niej uczynić kraj ghetta, czyli zbiornik rezerw żydowskiej sity, t. j. mas narodowego żydostwa, żyjących według przepisów religijnych.
W okresie wojen szwedzkich i buntu Chmielnickiego liczba żydów w Polsce wzrosła trzykrotnie (z 200 tys. na 626 tys.), między 1766 i 1772, w przeciągu zaledwie pierwszych kilku lat panowania St. Augusta, o 50°,0 (z 626 tysięcy na 900
+).Trudno w niewielkiej broszurze rozwodzić się obszernie nad tym tematem. Dzieje polityki żydostwa w świecie obszernie omawia „Zmierzch Izraela" Rolickiego.
tys.). W okresie lat kilkunastu między pierwszym a drugim rozbiorem Polski, w latach 1772—1792, wzrosła dwukrotnie (z 900 tys. na 1 800 tys.). Wreszcie w okresie niewoli Polski liczba żydów na ziemiach dawnej Polski wzrosła z 1 800 ty­sięcy, do 4 981 tysięcy, to jest blisko trzykrotnie. Ściśle w okresie upadku państwa polskiego, kraj nasz był widownią za­lewu żydowskiego.
Słaba Polska leżała i leży w interesie światowej polityki żydowskiej i to bez wzglądu na to, czy nasz stosunek do żydów będzie życzliwy, obojętny czy wrogi.
Wreszcie w pierwszym roku po zamachu majowym, na­dano obywatelstwo polskie ponad 600 tysiącom żydów rosyj­skich, jak to stwierdził oficjalnie w dniu 27. XI. 1928 roku na posiedzeniu sejmowej komisji budżetowej ówczesny minister spraw wewnętrznych gen. Sławoj-Składkowski.
To była cyfra oficjalna, bowiem na podstawie innych źródeł, liczba żydów których „papiery nie były w porządku", a którym nadano obywatelstwo polskie miała znacznie prze­kroczyć miljon.
Powstaje pytanie, dlaczego to z pośród tylu narodów, nas Polaków, naród „wybrany" sobie upodobał.
Wyjaśnią to najlepiej głosy samych żydów.
I tak Salomon Majmon, znany działacz żydowski pisze w swojej „Autobiografji“ :
„Przyznana żydom w Polsce wolność religijna i obywatel­ska" jest „rezultatem panującej w tym kraju nieświadomości politycznej i lenistwa".
I nic też dziwnego „że w stosunku do żydów istniał w Polsce system nierozumnej tolerancji", bo „system rozumnej nietolerancji nie dopuściłby istnienia narodu w narodzie’. Za­wdzięczając zaś temu „ta olbrzymia masa żydowska ocalała i rozrosła się tylko na ziemiach polskich, bo gdzie indziej za­chowała się nielicznie".
Szczytem zaś wszystkiego jest odezwa Franka, przywódcy żydowskiej sekty mechesów.
Ten to żyd turecki w swej odezwie z 1755 roku do ży­dów w Polsce, tak charakteryzował kraj i ludność polską:
„A szlachta polska, czego nam właśnie trzeba, jest dobra i głupia. Jej królowie nigdy nie byli od niej mędrsi, dla nas zaś zawsze byli jeszcze lepsi niż ona... Nie tylko przez taką ludność, ale także niesłychane swobody i rozkosze ludu żydow­skiego w Polsce, ja bym ten kraj, prędzej nazwał żydowskim, niż polskim, judzką niż polską ziemią, bo te miliony chłopów polskich, dla żydów żyją, dla nich jedynie w pocie czoła pracują i sam Pan Bóg po Palestynie Polską musiał na nową ziemię obiecaną, Kraków na nową Jerozolimą przeznaczyć".
Zgodnie z tym celem zasadniczym żydzi odegrali zło­wrogą rolę, zarówno w okresie rozbiorów Polski, jak i w cza­sie powstań, a wreszcie podczas kongresu wersalskiego i woj­ny polsko-bolszewickiej.
Masowa ucieczka żydów z Niemiec do Polski, która się w tej chwili rozpoczyna, idzie również po linii zrobienia z Pol­ski, wylęgarni wszechświatowego żydostwa.
  1. Żydzi w chwili obecnej.
„...bo niema ugody.
Gdzie w jednym kraju żyją dwa żywe narody.
Pragnień im nie odejmiesz, ziemi im nie dodasz —
Jeden musi ustąpić, gość albo gospodarz+.
Karol Hubert Rostworowski „Antychryst" (dramat).
  1. Położenie żydów w świecie.
Chwilą największego znaczenia żydów w świecie były pierwsze lata po wojnie. W ich ręku był cały potężny, decy­dujący o losach państw kapitał międzynarodowy. Odbudowali pod opieką Anglii centrum życia narodowego w Palestynie. Zajmowali główne stanowiska w Stanach Zjednoczonych, w Anglii, w Niemczech. Opanowali Rosję, rządząc biurem politycznem partii komunistycznej. Polsce i innym nowym pań­stwom narzucili traktat o mniejszościach. Antysemityzm za­marł na ogół.
Ale nastąpiło załamanie. Załamał się najpierw kapita­lizm międzynarodowy. Nastąpił kryzys. Upadły największe fortuny żydowskie. Handel międzynarodowy odgrywa coraz mniejszą rolę.
Próba palestyńska się nie udała. Arabi nie mają za­miaru ustąpić. Anglja nie chce walczyć ze stojącym za ni­mi całym światem mahometańskim. W Rosji rozbudził się wśród samych bolszewików silny ruch przeciwżydowski. „Ko­lektywizacja" wyparła żydów w Rosji z handlu. Kolonizacja rolna nie daje spodziewanych wyników. W Niemczech prze­wrót hitlerowski zmierza do zupełnego unicestwienia wpły­wów żydowskich. Wreszcie traci na znaczeniu i sile przycią­gającej masonerja, jedno z najskuteczniejszych narzędzi żydowskich.
Bardzo silnie jednocześnie postępuje rozkład moralny w żydowstwie. Jego warstwy „zeuropeizowane* wyradzają się szybko. Jedynym żydem, mogącym zapewnić swej rasie przy­szłość okazał się chałatowy talmudysta, zamieszkujący głównie na ziemiach polskich.
  1. Żydzi w Polsce.
Żydzi bogaci w Polsce mają wielkie znaczenie i coraz większe wpływy. Ale małomiasteczkowy żyd coraz bardziej ubożeje.
Nienormalny stan gospodarczy Polski pod zaborami stał się powodem ogromnego rozrostu żydów, pośredników od wszystkiego, mogących się utrzymać tylko przy niskim pozio­mie życia handlowego i nienaturalnych granicach. Zjednocze­nie Polski stworzyło możność rozwoju gospodarczego, usunęło potrzebę drobnego pośrednika „od wszystkiego". Warstwa ta jest skazana na zagładą. Utrzymują ją sztucznie: pomoc pie­niężna z zagranicy i sytuacja polityczna. Jest to wielki ciężar, szkodliwy dla gospodarstwa polskiego.
Zmierzch chałaciarza jest ciosem dla żydów, gdyż z tej warstwy wychodziły wszystkie znane wpływowe rodziny żydow­skie. Wyradzały się one szybko i były zastepywane przez no­wych przybyszów z „ghetta" polskiego. Żydzi próbują się ratować przez „ produktywizację mas” co sprowadza się głó­wnie do osadnictwa rolnego i prób usadowienia się wśród robotników. Do tej pory próby kolonizacji nie udały się. Trudno ludność miejską zamienić w rolników. To też żydzi jako ostatnią próbę stworzyli olbrzymi plan kolonizacji polskich kresów wschodnich — z dorzecza Dniepru. Zacząć by chcieli od Polesia. Ale na to musieliby dostać część Polski.
Tymczasem żydzi stanowią 80 procent ludności żyjącej w Polsce z handlu, a w województwach wschodnich 95 proc.+). Im dalej na wschód, tem pierwotniejsze stosunki, tem więcej żydów. Ruguje żydów z pewnych okolic rozwój spółdzielni, zwłaszcza ruskie kooperatywy w Małopolsce Wschodniej, mo­gące służyć za przykład społeczeństwu polskiemu.
Pod względem gospodarczym więc ugody między żydami i Polakami być nie może. Albo żydzi zepchną Polskę do pierwotnego stanu gospodarczego, a Polaków do roli nędzarzy żywiących pasorzytów, albo muszą się w większości z Polski wynieść.
+) Cyfry podaje prof. Roman Rybarski w książce „Przyszłość gospo­darcza Polski”.
Pod względem kulturalnym i politycznym jest nie lepiej. Literatura, krytyka sztuki, to dziedziny żydowskie. Większość aplikantów adwokackich to żydzi. Lekarze żydzi stanowią już połowę ogółu lekarzy. Wszystkie pisma przepełnione są ży­dami . Na najodpowiedzialniejszych stanowiskach rządowych są żydzi. Żydzi bowiem rozumieją, że tylko mając w ręku sfery polityczne i opinję mogą utrzymać nienormalny stan pasorzytnictwa gospodarczego. Liczba ich na wyższych uczelniach przed paru laty niedochodząca 1/4 obecnie przekroczyła ta Inteligencja żydowska w stosunku do ogółu żydów jest prze szło cztery razy większa niż inteligencja polska.
Ten potworny stan musi być zmieniony. Kwestja żydow­ska w Polsce, decydująca o losach żydostwa w całym świecie musi znaleźć rozwiązanie polskie.
Jak rozwiązać zagadnienie żydowskie?
  1. Program w sprawie żydowskiej.
„Przeciw tak nadzwyczajnie rosnącej ludności Ży­dów w stosunku z -ludnością Polaków, trzeba środków prędkich, tęgich i stałych. Obojętność, uległość, stałego postanowienia nie znająca powolność, złego nie wstrzyma, nie poprawi, ani nawet nie umiarkuje. Postęp złego jest wielki, niebezpieczeństwo wielkie; przeciw niemu trzeba środków wielkich".
STANISŁAW Staszyc: „O przyczynach szkodliwości
żydów i środkach usposobie­nia ich,
aby się społeczeństwu użytecznemi stali+ 1816.
Program w sprawie żydowskiej musi uwzględniać,
że żydzi są narodem — sektą, rządzonym przez tajną organi­zację religijno-polityczną, mającą na celu opanowanie władzy w każdem państwie: odrębności polityczne, kulturalne i rasowe uniemożliwiają ich spolszczenie,
że w interesie żydów leży słaba Polska, nisko pod wzlędem gospodarczym, kulturalnym i politycznym stojąca, bez silnie zorganizowanych i odżydzonych ziem zachodnich;
że żydzi odgrywają pod względem gospodarczym rolę pasożytów, śrubują ceny przez kosztowne pośrednictwo, zmuszają polską ludność do emigracji zarobkowej, a o­statnio korzystając z kryzysu i nędzy rolnictwa, zaczęli planowy wykup ziemi polskiej drogą licytacji i zakładania spółek osadniczych,
że żydzi osiągnęli swój szczyt i zaczynają się cofać. Rasa żydowska zaczyna w szybkiem tempie wyradzać się, zarażając rozkładem moralnym ludność rdzenną, wśród której mieszka. Najsilniejsze narzędzie w ręku żydowskiem: międzynarodowy kapitalizm, zaczyna tracić władzę nad narodami, które coraz silniej dążą do odgrodzenia się od żydów.
Rozwiązanie zagadnienia żydowskiego nastąpić może jedy­nie drogą radykalnych reform w trzech zasadniczych dziedzi­nach życia: politycznej, kulturalnej i gospodarczej.
  1. Program w dziedzinie politycznej.
Należy odróżnić pojęcie obywatela i przynależnego. Przy­należność do danego państwa jest pojęciem szerszem, omawiającem stosunek podwładności wobec danego państwa. Obywatelstwo jest pojęciem węższem, zawierającem w sobie myśl o prawach obywatelskich. Każdy obywatel jest przyna­leżnym do państwa, ale nie każdy przynależny może być pełnoprawnym obywatelem. Żyd może być tylko przynależnym Wychrzczenie się nie powinno powodować żadnej zmiany w prawach ani dla wychrzty, ani dla jego potomków. Chrzest nieszczery powinien być utrudniony. Chrzest szczery powinien mieć cele jedynie religijne, nie zaś polityczne. Przynależny nie może mieć praw wyborczych czynnych, ani biernych do sejmu ani samorządu nie może być urzędnikiem państwowym, ani samorządowym, profesorem wyższej uczelni, ani nauczy­cielem średniej i niższej szkoły państwowej, adwokatem, rejen­tem i pisarzem hipotecznym, maklerem giełdowym i t. d.
Przynależny nie powinien odbywać służby wojskowej. W zamian za to winien płacić pogłówne, obracane na cele obrony państwa (podobnie jak dziś opłacają podatek wojskowy poborowi kat. C. D. i E.).
Żydom nie wolno przybierać nazwisk brzmiących podobnie do nazwisk polskich. Wszelkie zaś zmiany nazwisk winny być dokonywane na drodze sądowej, nie zaś administracyjnej; należy przyznać prawo skargi przeciwko zmianie nazwiska przez żyda każdemu obywatelowi polskiemu. Wszelkie zmiany do­tychczasowe należy unieważnić, przywracając żydom dawno- brzmiące nazwiska.
  1. Program w dziedzinie kulturalnej.
W dziedzinie oświatowej stawiamy zasadę zupełnego wykluczenia. Żyd nie ma prawa wstępu na wyższą uczelnię, ani w ogóle do żadnej szkoły państwowej, średniej, zawodowej, czy powszechnej. Wolno natomiast żydom zakładać szkolnic­two średnie bez praw. Wszelkie książki, druki, czasopisma, wydawane przez żydów, muszą w tytule uwidaczniać swe pochodzenie; czasopisma polskie nie mogą zatrudniać dziennikarzy i publicystów — żydów, a żydowskie nie—żydów. Żydzi mają zapewnioną wolność kultu religijnego w granicach, nie wykraczających poza moralność oraz poszanowanie ludności polskiej. Zakazane jest „drutowanie miast", za wyjątkiem dzielnic, wyznaczonych żydom na zamieszkanie.
Małżeństwa mieszane są zakazane. Chrzest nie daje konwertycie i jego potomstwu prawa wstępowania w związki małżeńskie z przedstawicielem(ką) ludności rdzennej.
  1. Program w dziedzinie gospodarczej.
Żydzi posiadają swój własny samorząd gospodarczy, obejmujący również zawody wolne (izby l«karskie, inżynierskie i t. p.). Lekarze, technicy, architekci i t. d. mają prawo wykonywania swej praktyki tylko wśród swoich współplemieńców.
Żyd nie może nabywać ziemi, prowadzić lub dzierżawić gospodarstw rolnych. Ciche wspólnictwo będzie karane. Do­tychczas nabyte przez żydów dobra ziemskie przechodzą bez odszkodowania na własność państwa, na cele reformy rolnej. Do prywatnego zakładu przemysłowego, lub handlowego żyd przyjęty może być tylko o tyle, o ile niema bezrobotnych Polaków tego samego fachu. Zakłady zatrudniające więcej żydów, niż wynosi ich procent w państwie (11%) płacą spe­cjalny podatek wyrównawczy idący na fundusz oświatowy ro­botników polskich.
Lichwa winna być karana ciężkiem więzieniem. Dla zwalczenia praktykowanej przez żydów lichwy ukrytej, pole­gającej na ściąganiu procentów drogą wekslową, przynależni winni być pozbawieni prawa postępowania wekslowego w stosunku do wystawcy, lub żyranta, obywatela polskiego. Wszelki weksel tego rodzaju będzie traktowany jako zwykły oblig.
Handel żywym towarem winien być karany śmiercią. (podkr. red.GW)
Ubój rytualny bydła musi być zakazany.
Spoczynek niedzielny musi być surowo przestrzegany, a jego przekroczenie surowo karane.
Żyd musi mieć wzbronione otrzymywanie, posiadanie, użytkowanie wszelkiego rodzaju koncesyj państwowych (sól, tytoń, spirytus, loterja). Żyd nie może być dostawcą do wojska i urzędów państwowych, żyd nie może prowadzić żad­nych zakładów przemysłowych, związanych bezpośrednio z zadaniami obrony państwa.
Żydzi winni mieć prawo zamieszkiwania jedynie w okreś­lonych przez Władze Państwowe dzielnicach kraju i rejonach poszczególnych miast. Poza temi miejscowościami żyd nie może posiadać żadnej własności nieruchomej.
Najważniejsze zagadnienie dla Polski — to sprawa żydowska
+++
W interesie żydów leży słaba Polska
+++
Kryzys nie minie, póki nie usuniemy pasożytów naszego życia — żydów
+++
Żyd nie może być obywatelem Państwa Polskiego
+++
4 miliony miejsc zajmują w Polsce
Żydzi
+++
Praca dla Polaków nie dla żydów
+++
Władza dla narodu polskiego nie dla żydów i ich parobków
+++

Narodowo-Radykalny Komitet Wydawniczy Młodych
ADRES: Warszawa, Śniadeckich 19, m. 9 Telefon: 9.05-19 Konto czekowe P. K. O. Nr.
GODZINY DYŻURÓW: codziennie z wyjątkiem niedziel i świąt od 16.30 do 17.30

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.11.05 14:32 Gazetawarszawska Okupacja żydowska w Polsce: Barbara Poleszuk

Okupacja żydowska w Polsce: Barbara Poleszuk
OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 04 NOVEMBER 2018
https://preview.redd.it/iego0sllliw11.jpg?width=1000&format=pjpg&auto=webp&s=e3c46679dd8dcdb26b2a11df3a90c4ff90d338b2
+++
Laudetur Iesus Christus
+
Rozdziobią nas kruki wrony
https://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/2351-okupacja-zydowska-w-polsce-barbara-poleszuk

Akcja zatrzymania i osadzenia w więźniu skazanej Barbary Poleszuk z wymiarem kary nieproporcjonalnym do winy, jest prostą pochodną żydowskiego terroru wymierzonego w każdego Polaka, który chciałby zachować swobodne prawo do swojego polskiego bytu w Polsce.
Kara jest nieproporcjonalna do zarzucanego przestępstwa, a wina wysoce wątpliwa, ponad to w rękach rozgarniętego adwokata sprawę tę można by łatwo odwrócić. I to policjant byłby winien, to on otrzymałby zarzuty prokuratorskie spowodowania obrażeń ciała na zatrzymywanej Barbarze Poleszuk, a to w stopniu zagrażającym utratą życia – duszenia się zatrzymanej Barbary Poleszuk, skutkiem użycia gazu i zakucia jej w kajdany. Kajdany utrudniały Barbarze Poleszuk oddychanie oraz wywołały u niej efekt klaustrofobii – co razem mogło u niej wywołać nawet zgon. A to wszystko zaś było wynikiem policyjnej prowokacji, policyjnego łamania prawa i policyjnego nadużycia siły w stosunku do zatrzymanych osób. Aktywy opór – interwencja – Barbary Poleszuk był w najwyższym stopniu uzasadniony, a to co najmniej subiektywnie, bo policja w Hajnówce znana jest ze swych rasistowskich praktyk i pobić z tym związanych.
Barbara Poleszuk postępowała pro publico bono!
Zachowanie adwokata skazanej Barbary Poleszuk jest bardzo nieprofesjonalne i nie jest wykluczone, że jest ustawką między nim a żydami. To podobnie jak z adwokatem Piotra Rybaka skazanego za spalenie kukły żyda we Wrocławiu. Adwokat Rybaka zezwolił sądowi pierwszej instancji na złamanie praw człowieka wobec oskarżonego Piotra Rybka. Proces Rybaka – bolszewicka farsa – był prowokacją dokonaną przez agentów Mossad`u w ONR i miał na celu wyeksponowanie premierowi Benjaminowi Netanyahu gorliwości idiotki Beaty Szydło w jej zwalczaniu antysemityzmu w Polsce. Bo oprawa emocjonalna i hołdownicza wizyty rządu RP w Izraelu – która wtedy dokładnie wypadała – tego wymagały.
+
Motywem doraźnym tego prowokacyjnego zatrzymania Poleszuk przez policję w Hajnówce mogą być potrzeby propagandowe lub prowokacyjne Morawieckiego i Dudy z okazji dnia 11 listopada 2018, tj. Święta Niepodległości lub potrzeby bezpośrednio izraelskie z tym związane.
Wiadomo, że obydwaj - Duda i Morawiecki - są pod władzą terrorysty Daniels`a, który może właśnie wykonuje dodatkowe polecenia Mossad`u celem dokonania w Polsce jakiegoś zamachu lub prowokacji. Akcja przygotowująca świat na drastyczne obrazy z Polski jest szeroko przygotowywana i np. szwedzka telewizja, już któryś raz pokazuje ksenofobię i faszyzm PIS oraz patologię spraw związanych ze Smoleńskiem czy odmawianiem różańca w Warszawie.
Link do filmu:
https://www.gazetawarszawska.com/index.php/politics/2303-szwedzka-tv-przygotowuje-antypolskaa-propaganda-na-11-listopada
ORIGINALTITEL: The Good Change, Gud, Polen och Politiken.
Scenariusz i reżyseria: Konrad Szołajski.
Producent: Konrad Szołajski, Malgorzata Prociak, Delphine Morel.
Narrator: Ekke Overbeek.
Jest dość prawdopodobne, że obecna sprawa zatrzymania i osadzenia skazanej Barbary Poleszuk – w świetle kontekstu propagandowego agresji żydowskiej na 11 listopada – może być właśnie skutkiem sterowania ręcznego policji w Hajnówce przez wspomnianego Daniels`a.
+
Zauważmy: Ogólnie „kwestia polska” w Hajnówce nie jest sprawą odosobnioną, przypadkową, historycznie naturalną lub legalną w świetle prawa polskiego, „europejskiego” czy praw człowieka.
Nic takiego! To zwykły, pospolity żydowski partykularyzm, a cała reszta wynika głównie z tego.
Kwestia polska w Hajnówce to część akcji ludobójstwa żydowskiego – sensu stricto - na Polakach trwająca tam od setek lat. Tak na początku, jaki i teraz, to żydowskie ludobójstwo na Polakach dokonywane jest rękami regionalnego motłochu zborsuczonego z wrogimi Polsce kulturami, rasami czy religiami – obecnie zwanymi pseudonaukowo mulitkulturowością.
Ta obecna akcja sądowa – jedna z wielu w Hajnówce i okolicach – jest wymierzona w to lokalne środowisko polskie w regionie, ale generalnie to nic innego, jak ciąg tej szerszej, w czasie i przestrzeni, żydowskiej strategii skłócenia i mobilizowania przeciwko Polakom wszelkich sił „mniejszości narodowych i etnicznych” w Polsce. To celem ustawienia żydów w pozycji:
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.
Naturalnie, tym trzecim ma być żydostwo w Polsce i na świecie.
Jest już dawno wykalkulowane przez żydów to, że Polska nie będzie mogła stanąć prosto, pełnią sił przeciwko żydostwu w Polsce i świecie, aby go ostatecznie raz na zawsze zniszczyć i żyć w wolności bez żydów, bo będzie ciągle zaangażowana w utarczki z tą wschodnią wyniszczającą nas dziczą. I te ciągle prowokacje i konspiracje są tak pochodzenia żydowskiego, jak te z „Potopu”, z „Ogniem i mieczem” czy w czasie II w. św.
Trzeba tu przypomnieć, a młodym wyjaśnić, że kadry Milicji Obywatelskiej były prawie wyłącznie zasilane mniejszościami. Na wschodzie i Śląsku byli to ukraińcy, biełarusy, w Polsce centralnej – jak Warszawa – folksdojcze. Oczywiście, kołtuna polskiego tam nie brakowało. To dopiero za późnego Gierka zaczęto przyjmować do milicji bardziej cywilizowany element. Teraz jednak jest gorzej, PIS bardzo ostro wraca do antypolskiego terroru z lat czterdziestych – pięćdziesiątych, a to tak samo jak wtedy - za sprawą żydostwa.
Ale to wszystko jest w tych nowoczesnych, naukowych czasach robione bardziej wszechstronnie i za pomocą nowych metod wypracowanych w USA i Wielkiej Brytanii – to psychologia wojenna. Do tych metod psychologii wojennej zniewalania narodów rasy białej, jest to przestępcze ustawodawstwo w Polsce np. znane jako „….przeciwko mowie nienawiści…”. Ustawodawstwo to przewiduje – już na wyrost – karanie wszelkich polskich form wypowiedzi czy działań wymierzonych w najbardziej nawet egzotyczne kultury i mniejszości, a które nawet jeszcze nie zdążyły w żaden sposób najechać Polski. To przewidywane bydło i ludożercy przyszłości, które nawet jeszcze do Polski nie przybyło i nie jest nawet zdefiniowane formalnie jako szczególna grupa, ma już obecnie – carte blanche – większe prawa w Polsce niż Polak.
Ten proces najazdu musi trochę potrwać, a żydom czas nagli.
W oczekiwaniu więc na tę wielomilionową mniejszość dziczy muzułmańskiej, buddyjskiej, hinduistycznej, zoolatrycznej, trenują żydzi terror tej obcej wschodniackiej mniejszości wobec polskiej większości Narodu polskiego w Polsce.
Te uruchomione już przez żydów mniejszości, to głównie folksdojcze, Litwini, ukraińcy i biełarusy. Można by tu dodać tzw. mniejszość narodową śląską. Ale z tych wyliczonych, tylko Litwini są narodem, a ukraińcy, ślązacy, biełarusy są mniejszościami etnicznymi, choć na wschodzie pod względem historycznym mamy głównie właśnie ludność polską zruszczoną i przypisaną mniejszościom, których fizycznie prawie nie ma. Faktycznie – w świetle – dość licznych badań przedwojennych Stronnictwa Narodowego – obecna wśród przygranicznych ludność rusko-polska to głównie Polacy zruszczeni.
To podobnie jak kołtun polski, który choć jest Polakiem czystej krwi, to taki Polski nienawidzi i chciałby ją podzielić i przyłączyć do Reichu albo Izraela. Taki Polakiem nie jest, a kołtuńską grupą etniczną w Polsce. Więc może on być Rusinem, biełarusem, Niemcem, ukraińcem czy żydem – kołtun polski jest wszechobecny, liczny i chętny do spontanicznej antypolskości.
+
Te mniejszości wschodnie, choć małe i bez celu cywilizacyjnego, nie potrafiące same dokonać konstruktywnej syntezy swoich wymagań – bo zdolność do syntezy jest domeną wyższych gatunków ludzkich – są jednak nadzwyczaj groźne, drapieżne i nieobliczalne w swej spontanicznej nienawiści do Polski. Litwa znana jest od wieków jako partner nielojalny wobec Korony – w Odsieczy Wiedeńskiej wbiła nam nóż w plecy, a okres wojenny mordowania Polaków, już to w sojuszu z hitlerowcami, już to z bolszewikami nie był żadnym zaskoczeniem. Ta nienawiść do Polski tkwi w nich i wzrasta.
Na Suwalszczyźnie – lata 80-te – znana była sprawa mniejszości litewskiej, która zażądała w kościele litewskiego księdza do odprawiania mszy właśnie przez Litwina, bo polski ksiądz jej nie pasował. Kiedy biskup - wbrew zasadom współżycia parafialnego - im takiego litewskiego księdza przydzielił, to w końcu też nie było dobrze. Bo ci Litwini stwierdzili, że polska msza o godzinie dziewiątej, a litewska o godzinie dziesiątej, jest formą dyskryminacji mniejszości Litwinów w parafii. Kiedy poirytowany proboszcz nie chciał się zgodzić na te żale i fanaberie, to Litwini rozpoczęli tłumne przychodzenie pod wrota kościoła o godzinie dziesiątej i tym uniemożliwiali Polakom wyjście ze świątyni po mszy, która była godzinę wcześniej. Celem rozwiązania tego problemu poniżony proboszcz przystał w końcu na wymagane przez nich godziny mszy i Litwini otrzymali mszę jako pierwszą w kolejności w każdą niedzielę, a Polacy drugą, ale i tu powstał nowy konflikt, bo Litwini nie wychodzili z kościoła po mszy, tak jak jest przyjęte. Zostawali oni w kościele po mszy lub własnym tłumem blokowali wejście i tak utrudniali Polakom wstęp na mszę, która z tego powodu była czasami opóźniona nawet i o godzinę. A nikt ze środowiska litewskiego tego nie potępił, co wskazuje prosto na to, że Litwini są zwykłym bydłem jak np. KOD, chociaż spełniają definicję narodu. A między biełarusami a ukraińcami nie ma faktyczne większej różnicy, chociaż wizerunkowo biełarusy mają więcej szczęścia od ukraińców. Bo kiedy ukraińcy mają swój Wołyń, to rzezie biełaruskie na Polakach w latach dwudziestych są w Polsce całkowicie przemilczane.
+
Konsekwentnie – według żydowskiego planowania – ciągle ataki mniejszości wschodnich na Polskę i Polaków mają nas wyniszczyć w takim stopniu, że żydzi łatwiej dokonają na nas definitywnego już ludobójstwa, a nawet wymazania Polaków z kart historii. Po nas zaraz przyjdzie kolej na Litwinow, ukraińców i biełarusów, a co to będzie łatwe, bo ta czerń jest prymitywna i nie potrafi tworzyć systemów złożonych. Czerń ta tego czegoś wyższego nie rozumie, bo nie jest narodem. Państwo Białoruś istnieje tylko dlatego, że Łukaszenka jest osobnikiem niezwykle wybiegającym ponad przeciętność nie tylko na Białorusi, ale w sferze całego obszaru postsowieckiego łącznie z Polską. On mógłby się równać jedynie z takim Gomułką. Po jego śmierci lub obaleniu, sztuczne państwo Białoruś rozpadnie się do poziomu zwykłego motłochu pędzącego bimber i sprzedającego swoje kobiety do arabskich burdeli, a i niedługo do chińskich, bo tam to też jest towar chodliwy.
+
Problem więzienia Barbary Poleszuk jest jednak problemem nie cierpiącym zwłoki!
Trzeba działać natychmiast i każda godzina się liczy.
Więzienia lub groźby kar nigdy nie są obojętne dla człowieka i każda godzina niewoli nieodwracalnie wyniszcza Barbarę Poleszuk. Nie wolno pozwolić, aby ona była więziona. Poza tym ona ma pracować dla Polski, a nie podporządkowywać się regulaminowi więziennemu, ryzykować zarażenia licznymi chorobami zakaźnym, które są w więzieniach powszechne.
Poza tym jest to miejsce niebezpieczne i ona może tam być łatwo zamordowana. Pamiętamy, jak dyrektor więzienia wziął nóż kuchenny, nielegalnie wszedł do celi z samotnym więźniem i tam go zamordował.
Potem zaś po obserwacji psychologicznej po dwóch tygodniach wyszedł, a lekarz stwierdził, że dyrektor był chwilowo niepoczytalny(+++). A sprawa dotyczyła niedoszłego mordercy Andrzeja Leppera.
Trzeba działać, trzeba to rozumieć!
Dla większości Polaków jest to sprawa nieistotna.
Dla kołtuna polskiego sprawa ta leży w gestii praworządnych sądów, a w końcu nie wolno dopuszczać się naruszana nietykalności cielesnej policjanta służbie, sprawiedliwość musi być.
Dla „patriotów, endeków, ONR , NSZ etc …etc., sprawa ta jest bardzo ważna, ale nie ma co spieszyć się i działać pochopnie, bo trzeba działać mądrze.
Dla biełarusów, żydów, ukraińców ….. wiadomo.
+
W poniedziałek rano do więzienia powinna przybyć rodzina uwiezionej wraz lekarzem, który ma dokonać oceny stanu zdrowia więźniarki Barbary Poleszuk lub zażądać kontroli zdrowia przez inny zespół lekarski niż ten więzienny, w którym ona obecnie siedzi. I niezależny lekarz lub zespół ma stwierdzić, że ona jest w złej kondycji fizycznej i psychicznej, i musi otrzymać opiekę lekarską lub urlop zdrowotny.
W tak wywalczonym czasie trzeba wystąpić o bezzwłoczne przerwanie wykonywania kary.
Równolegle nowy adwokat powinien wystąpić o kasację wyroku – z różnymi uzasadnieniami, ale i takim, że skazana nie miała pełnomocnika prawnego – adwokata – który właściwie ją reprezentował w sprawie. Jest to istotnie sprawa sądu dyscyplinarnego. http://www.adwokatura.pl/adwokatura/wyzszy-sad-dyscyplinarny/
Trzeba działać bez zwłoki!
In Christo
Krzysztof Cierpisz
04-XI-2018
+++
Adres:
Józefa Chłopickiego 71A,
04-275 Warszawa
Poland sw.gov.pl +48 22 512 65 00 Sprawa Piotra Rybaka: ONR, Mossad, Szydło ...(+Pugna+)... celem podrzucenia wyroku Izraelowi i tym uświetnienia defilady czołgania się rządu Szydło w Izraelu. Ta drobna i śmieszna sprawa spalenia kukły żyda wyolbrzymiona do tragedii erupcji wulkanu w sam ... (+++) https://www.tvn24.pl/pomorze,42/dyrektor-zabil-wieznia-prokuratura-nie-stwierdzila-nieprawidlowosci,262888.html Żądamy natychmiastowego uwolnienia Barbary Poleszuk. Podpisz petycję!(+Pugna+)... działacz społeczny, trener biznesu Marcin Rola, redaktor naczelny portalu wRealu24.pl, Telewizja wRealu24.tv "Barbara Poleszuk" https://www.salon24.pljozefbrynkus/906959,zadamy-natychmiastowego-uwolnienia-barbary-poleszuk-podpisz-petycj ...Created on 31 October 20183. zwracam się z prośbą o podjęcie interwencji w sprawie Barbary Poleszuk(Okupacja żydowska w Polsce)... "Barbara Poleszuk" https://www.facebook.com/search/st.+%23UwolnicBasie/keywords\_blended\_posts?filters=eyJycF9hdXRob3IiOiJ7XCJuYW1lXCI6XCJtZXJnZWRfcHVibGljX3Bvc3RzXCIsXCJhcmdzXCI6XCJcIn0ifQ%3D%3 ...Created on 31 October 20184. Marek Jakubiak o Stanisławie Tyszce: jest pan źródłem całego zła w Kukiz'15(Politics )... w Polskę. Sama Barbara Poleszuk może być przez żydów zepchnięta nawet do rynsztoka, bo jest już napiętnowana wyrokiem – karana. Jako taka nie dostanie nigdzie żadnej pracy – o ile wyrok nie zostanie poddany ...Created on 03 November 20185. Siostra organizatora II Hajnowskiego Marszu Żołnierzy Wyklętych została uwięziona(Okupacja żydowska w Polsce)... kratami” – napisał w kolejnym poście Andrzej Kołakowski. "Barbara Poleszuk" ...Created on 31 October 2018
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2017.01.17 22:54 throwaway_londyn Londyn vs Warszawa - subiektywnie: mieszkania i kody pocztowe

W poście nie ma polityki, ale mimo to zapraszam do narzekania, że PO zniszczyło demokrację, a PiS tylko UE się podlizywał.
Wszystko co tutaj spisałem dowiedziałem się od agentów nieruchomości albo widziałem na własne oczy, więc pewnie jest nieprawdą i czekam na komentarze tych co wiedzą lepiej ;)
Witam ponownie,
dzisiaj trochę o mieszkaniach. W Warszawie szukałem mieszkania wielokrotnie, ale za każdym razem dosyć krótko. W Londynie w Londynie szukałem mieszkania raz, ale za to dosyć długo, bo parę miesięcy. Wybór mieszkań jest dosyć ciekawy i jest kilka opcji, które mnie zaskoczyły, bo nie spotkałem ich w Warszawie. Ale od początku. Można mieszkać "po europejsku" (lub, jak to Brytyjczycy lubią mówić "jak na kontynencie") - oznacza to mieszkanie w bloku lub apartamentowcu. Jedyną ciekawszą opcją, której nie widziałem za często w Warszawie, jest portier. Dzięki niemu nie musimy iść na pocztę albo biec za kurierem, kiedy wyjdziemy na 5 minut wyprowadzić psa, a nasz doręczyciel idealnie wpasuje się w to okienko, mimo, że czekaliśmy na niego cały dzień. Po prostu paczka zostanie na portierni i można odebrać w dogodnym czasie.
Poza tym możemy mieszkać w słynnym "angielskim domku" - wolnostojącym (jeśli ubiegniemy Rosjanina, który rzuca funtami w tańczącego przed nim agenta nieruchomości), albo w czymś co po polsku nazywa się "szeregówką". To jest długi i wąski wielopoziomowy domek z kilkoma sypialniami. Dlaczego wspomniałem o sypialniach? Bo w Londynie właśnie mieszkania się liczy na sypialnie. Tak jak w Warszawie mieszkania są jedno- czy dwupokojowe, tak tutaj są jedno czy dwusypialniane. W większości przypadków, przynajmniej w zasięgu przeciętnego mieszkańca, oprócz wymienionych sypialni w mieszkaniu znajduje się kuchnia bądź aneks, jak i "reception", czyli po naszemu salon. Dlatego 3 sypialnie = 4 pokoje (najczęściej).
Jeśli nas nie stać na cały domek, możemy wynająć jego część. Stare, wiktoriańskie domki, z wieloma sypialniami, zostały podzielone na mniejsze mieszkania, które można wynająć. Po takim podzieleniu układy mieszkań są najdziwniejsze jakie możecie (albo i nie) sobie wyobrazić. Stwarza to ciekawe problemy logistyczne, jak na przykład kwestia odbierania listów i paczek. Paczkę może oczywiście odebrać sąsiad, ale listy dostają wszyscy mieszkający w takim domku. Więc można, niczym w Alternatywach 4, przejrzeć listy sąsiadów, ale bez potrzeby montowania bambusowej zasłonki. Oczywiście tego się nie robi, bo, jak wiele rzeczy w UK, "nie wypada". Czytać listów nie wypada, no chyba, że chodzi o adres na kopercie.
Adres jest bardzo ważną częścią szukania mieszkania. No, tak samo było w Warszawie, ale najważniejszą częścią adresu, przynajmniej zdaniem agentów nieruchomości, jest kod pocztowy. Kod pocztowy składa się z dwóch części oddzielonych spacją. Pierwsza część odpowiada dosyć dużemu obszarowi (powiedzmy, wielkości dzielnicy, chociaż nie do końca tak jest), a druga część uszczegóławia adres. Cały kod pocztowy obejmuje stosunkowo mały obszar. Do tego stopnia mały, że większe bloki mogą mieć "klatki" w różnych kodach pocztowych. Ułatwia to oczywiście przekierowywanie przesyłek przez pocztę. Problem w tym, że kod ma znaczenie dla poczty, ale listonosz często olewa kod i zostawia listy których adres wygląda "podobnie" do naszego (dla dosyć szerokiego znaczenia słowa "podobnie").
Są kody, w których "wypada" mieszkać (Złota 44? ;). Takimi są: SW1 (Pałac Buckingham, Houses of Parliment etc.) SW3 (Chelsea), SW7 (South Kensington). Oznacza to, że albo mieszkasz na 5 metrach kwadratowych w jednym z tych kodów, albo masz specjalnego służącego, którego zadaniem jest polerowanie Twoich samochodów. Oczywiście zupełnie inny służący je myje, przecież nie jesteś z plebsu. Plebsu, który ma tylko jedną łazienkę w domu. Mówiąc o jednej łazience - w Londynie kochają łazienki. Najlepszy stosunek łazienek do sypialni to 1:1. W Warszawie dosyć rzadko widziałem mieszkania z trzema pokojami i dwoma łazienkami (takimi z prysznicem, toaletą itd.). Co najwyżej zdarzała się osobna toaleta i osobna łazienka bez toalety. A jak już jesteśmy w łazience, to na pewno w niej nie ma pralki, ponieważ mogłoby nastąpić spięcie i spalić całe mieszkanie. Dlatego w łazience może być tylko jeden kontakt, przeznaczony dla golarki, o zmniejszonym natężeniu prądu. Pralka jest w kuchni, (prawie) zawsze. Może być gdzieś indziej, ale nie w łazience. Nie ma kontaktów, nie-e. Bo woda może je zalać.
Mówiąc o wodzie. Nie dostaniemy miejskiej ciepłej wody, bo takiej po prostu nie ma. W związku z tym musimy mieć w domu bojler gazowy lub ekwiwalent elektryczny, który nam podgrzeje wodę i dostarczy ogrzewanie, chyba, ze mamy klimatyzację. Tak czy siak w większości przypadków jest termostat, więc nie musimy biegać po pokojach i przykręcać i odkręcać kaloryfery. Ciekawe jest wyjście pary z takiego bojlera. W Warszawie przeważnie idzie do komina. Tutaj, w przypadku domków, po prostu robimy dziurę w ścianie tam gdzie jest bojler i już. "Parujemy" na chodnik, ulicę, ogródek.
A ogródek musi być! Jak masz domek to masz ogródek. Chyba, że mieszkasz na wyższych piętrach. Ale ogródki są wszędzie i są obowiązkowym elementem domku. W ogródku robi się barbecue, je się śniadanie, da się psu załatwić jak się nie chce go wyprowadzić. Ogródek jest obowiązkowy, niczym w Polsce ziemniaki w obiedzie. To może następnym razem o kuchni? Zobaczymy.
submitted by throwaway_londyn to Polska [link] [comments]


2016.09.21 17:07 SoleWanderer Bezdomny ochroniarz na służbie za 3.50 - wyborcza

Ochroniarz z Katowic nie dostał wypłaty, więc z fontanny wyciągnął 3 zł na jedzenie. I za to wyleciał.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20690992,bezdomny-ochroniarz-na-sluzbie-za-3-50.html
Wrocław. Deszczówka zbiera się w słoiku. Krople gaszą Jankowi papierosa skręconego z gazety. Chowamy się do betonowej budy, w której śpią razem z Zośką. Ogródki działkowe na Oporowie spowija zasłona wody.
Janek jedzie do pracy. Przez 72 godziny będzie ochraniał teren, na którym buduje się politechnika. Za każdą z godzin dostanie 3 zł i 70 gr.
Bunt w ogródku. Dlaczego wyrzuca się ludzi mieszkających na działkach?
Myj się w strumyku
Poznań. Lato 2013 roku, agencja TG Security Group werbuje ludzi do pracy w schronisku dla bezdomnych w podpoznańskich Borówkach. "Zakres obowiązków - dozorowanie, umowa - zlecenie, liczba godzin pracy - 40". Ktoś się zgłasza, przyjmują go, anonsuje innych.
Na rozmowę idzie Włodzimierz Knasiecki, były pracownik ambulansu pocztowego, na rencie, od dwóch lat bezdomny. O nic go nie pytają.
Na ulicy znalazł się w 2011 roku. Wcześniej mieszkał z ojcem, z zawodu rzeźnikiem. Na dwupokojowe mieszkanie na Wildzie czekają w PRL-u 10 lat. Po maturze Włodek chce iść na studia, ale u matki wykrywają raka. Musi zarabiać. Zostaje kurierem, jeździ ambulansem pocztowym. Najczęściej do Krakowa. Trochę baluje, ale większość pieniędzy oddaje matce. W czasie rozładunku przesyłek doznaje urazu kręgosłupa - trafia do szpitala, przerzucają go na magazyn. Ale tu też musi nosić paczki. Nie jest w stanie dalej pracować - dostaje rentę. Ojciec nie wykupuje mieszkania na własność, jest głównym najemcą. Po jego śmierci czynsz wzrasta trzykrotnie - do ponad 800 zł. Włodkowi nie starcza 700 zł renty, wpada w pętlę zadłużenia i ląduje na ulicy.
Włodzimierz jest na początku zadowolony z pracy. Pilnuje budowy, firma płaci w miarę regularnie. Wynajmuje pokój na osiedlu Batorego i opuszcza schronisko dla bezdomnych. W kwietniu 2014 roku słyszy, że w Poznaniu nie ma już roboty, i musi jechać na Kaszuby. Przez trzy tygodnie ma pilnować budowy rurociągu, aż znajdą kogoś innego. Robi się z tego ponad pół roku.
Nie ma internetu, więc nie czyta komentarzy z sieci: "Warunki pracy w tej firmie przerażają mnie. Chronię maszyny za 5 zł na godzinę. Siedzę w przyczepce, w której nie ma prądu, wody". "Jedno wielkie gówno, kary za wszystko, zero wypłaty". "Jednemu ochroniarzowi kazali pilnować pustego placu na drewnianej ławce przez 24 godziny".
Budowa jest w okolicy Lęborka. Pilnuje koparek i spychaczy, kiedy zjeżdżają do bazy po pracy. Maszyny stoją na łące, kilka kilometrów za wsią. Nie ma płotu, alarmu, oświetlenia. Stróżówka to kempingowa przyczepa na dwóch kółkach. W środku - butla z gazem i polowe łóżko. Nie ma toalet, prądu, wody. Gdzie ma się umyć? Pokazują strumyk na łące. Gdzie ma się załatwiać? Pokazują krzaki. Żeby naładować telefon, idzie kilka kilometrów do sklepu. Telefon musi mieć zawsze naładowany, bo dzwonią i sprawdzają, czy pilnuje. W nocy stróżuje w przyczepie, a śpi w niej w dzień. Potem przerzucają go do kolejnych wsi. Dwa razy w miesiącu przyjeżdża pracownik z alkomatem. Za picie można dostać 300-500 zł kary. Kara jest też za brudny mundur. Po kontroli podpisuje oświadczenie, że zgadza się z wynikiem badania alkomatem. Czasem przechodzi kilka badań z rzędu: po południu, przed północą, po północy.
Wyliczył, że winni są mu kilka tysięcy. Płacą 500, 600 zł, choć pracuje dwa razy tyle. Kiedy nie ma za co żyć, pomagają mu Kaszubi. Sprzedają taniej chleb i ładują komórkę.
Ma rentę, ale komornik ściąga z niej 150 zł za jazdy na gapę, kiedy był bezdomny, bank odciąga kredytowe raty. Zostaje 450 zł. Ile może, przesyła właścicielce pokoju. Prosi firmę o zaliczkę na mieszkanie i podaje adres właścicielki. Kobieta dwa razy zjawia się w firmie po pieniądze: po awanturze dostaje raz 650 zł, drugi raz 800 zł.
Godziny i nadgodziny notuje w notesie: 7 grudnia - 24 godziny. 8 grudnia - 13 godzin.
9 grudnia wody podziemne zalewają budowę. Firma się zwija.
Z Poznania przyjeżdża do niego osobiście szef spółki i były ochroniarz- Mariusz Hemmerling. Elegancki, w dobrym aucie. Każe wracać do Poznania pociągiem, choć ma wolne miejsce w aucie.
Włodek jedzie: najpierw autobusem do Lęborka, z Lęborka do Gdańska, a w Gdańsku wsiada w pociąg do Poznania. O 5 nad ranem jest w Poznaniu, o 9 dzwoni telefon, że za chwilę zaczyna kolejną pracę. Stróżuje w Środzie Wielkopolskiej, pod Słubicami i w podpoznańskich Sadach. W tej samej przyczepie kempingowej. W Wigilię kończy się gaz, kierownik mówi, że przywiozą mu dopiero po świętach.
Od Bożego Narodzenia do Nowego Roku pracuje po 24 godziny dziennie.
1 stycznia przestaje wierzyć, że cokolwiek się zmieni. Wraca do Poznania.
W siedzibie TG Group Security składa wymówienie i prosi o zwrot pieniędzy. Dają do podpisania oświadczenie, że zrzeka się roszczeń; odmawia.
Kornelia, streetworkerka, radzi, żeby poszedł do sądu. Jedzie do Państwowej Inspekcji Pracy i pisze pozew. Sąd podlicza, że Knasiecki spędził od kwietnia do stycznia 3305 godzin na budowie. W przeliczeniu - 4 zł netto za godzinę - wychodzi 15 tys. 432 zł. Po odliczeniu zaliczek firma jest winna Knasieckiemu - 9 tys. 522 zł. Ale kiedy Włodzimierz wygrywa proces, firmy już nie ma.
O godność 250 tys. pracowników ochrony w Polsce
3 zł z fontanny na chleb
Wrocław. Janek z ogródków na Oporowie wylicza, gdzie ochraniał: Martold, Wolf, grupa ALFA, Kompleks. Najgorzej było w Wolfie (3,50), po godzinach kazali odśnieżać 300 metrów parkingu. Teraz na czarno, nie powie gdzie. 340 godzin w miesiącu po 3,70, ale obiecali, że jak się postara, to dostanie piątaka. Sam wolał na czarno, bo ma komornika - 15 tys. za alimenty. Zarzeka się, że chciałby spłacić, ale jak weźmie umowę-zlecenie, to z wypłaty nic mu nie zostanie. Wszystko zabiorą alimenty.
Solidarność alimenciarzy. Mój ojciec nie płacił, mój szef nie płaci, ja też nie zapłacę!
Więcej, mówi Janek, niż w ochronie da się wyciągnąć na złomie. Jednak zimę trzeba gdzieś przeczekać, a w schronisku, jeśli pracujesz, zostawiają ci tylko stówę z wypłaty. Schroniskowa fala też potrafi dokopać.
A w ochronie, jak się ma szczęście, to jest czajnik i rosołek zjesz. Janek przyznaje: czasem się też łyknie, ale trzeba z głową. Za jedno, dwa piwa od razu nie zwolnią, raczej każą zmienić obiekt. - Szajs i wegetacja, bezapelacyjnie - mówi. - Kurde, ja bym sobie coś wynajął, a co mogę za 3,70? Nie zdechnąć. Patrz, mam tu dziewczynę - przytula Zośkę, która marznie od deszczu i wyciera nos w rękaw. - Zabrałbym ją do kina, ale dwa bilety po 25 zł to 15 godzin pracy. Wiesz, że ona nigdy w życiu w kinie nie była?
Tak właśnie, będziemy mówić o tych na samym dole.
5,5 tys. koncesji firm ochroniarskich, około 300 tys. pracujących w ochronie. Na górze - ochrona z licencjami, pracownicy patroli, konwojów, obstawa VIP. To niewielka część. Schodzimy niżej, dalej są obiekty "z listy wojewody", pilnowanie ważnych budynków, jednostek wojskowych. A na samym dnie - to jest większość, 150-200 tys. ludzi - pilnujący budów, osiedli, instytucji publicznych. Najgorzej płatna branża w Polsce. Studenci, renciści, emeryci, niepełnosprawni, bezdomni. Bez umów o pracę, bez ubezpieczenia. Z długami, z komornikiem, z alimentami, brudnymi kredytami. Niewyspani, poniżani. Próbujący przeżyć za 5 zł za godzinę, za 4,70, za 3,50, za 2,70. Pracują 300, 400, 500 godzin w miesiącu.
Niewolnik do wynajęcia
Jak ten w Bolechowie, który siedzi w rozsypującej się budce z trzech płyt pilśniowych na całodobowych dyżurach. Jak Zygmunt z Wrocławia, który pracuje 500 godzin w miesiącu (na budowie praktycznie zamieszkał). Jak tamten z Katowic, który nie dostał wypłaty, więc z fontanny w centrum handlowym, którego pilnował, wyciągnął sobie 3 zł na jedzenie (i za to go zwolniono).
Siedzimy z Jankiem, Zośką i Romanem na ławce w parku, gdzie zawsze sobie siedzą i palą papierosy z gazety.
Roman, kolega Janka, zaliczył ekonomię, zanim ekonomia przygniotła Romana. Zanim trafił do ochrony, w latach 90. studiował na Akademii Ekonomicznej (dziś Uniwersytet Ekonomiczny), potem trzy lata w dziale sprzedaży Toshiby. Wyjechał do Anglii, przez dekadę był kucharzem, szefem kuchni w knajpie od burgerów. W koledżu na lekcjach angielskiego poznał żonę, mieli dom, dziecko. - I narobiłem głupot. Żona chciała rozwodu. Wróciłem do Polski, ale nie chcieli mnie w sprzedaży ani w kuchni, więc poszedłem do ochrony - opowiada.
Pierwsza robota - Nord-Wacht, 29 kamer skierowanych na trzy biurowce.
W Stabilu pilnował parkingu (4 zł). Potem za pieniądze sprawdzał śmietniki, czy ludzie segregują (jeśli nie, trzeba poprzekładać). Od śmietnika do śmietnika jeździł na rowerze. Teraz znowu idzie do ochrony, ma dziś rozmowę o pracę.
Równiej. Co właściwie zrobił Piketty?
Śmierć ochroniarza
Warszawa. Puk, puk w szybę. Rysiek naciska brzęczący guzik. Siedzimy w pokoju ochrony na eleganckim osiedlu, które właśnie oddawane jest do użytku. Rysiek miesza herbatę i opowiada, że w Warszawie jest tak samo: ze schroniska na Wolskiej agencje ochrony wyciągają bezdomnych. Rysiek ma dom i nawet samochód, tylko nie ma życia. W PRL-u był taksówkarzem, wyjechał do Szwecji, wrócił w 1990 roku i załapał się do jednej z pierwszych firm ochroniarskich w Polsce, wtedy brzmiało to dobrze.
Rysiek: - Defendor, jeszcze nie weszły przepisy o ochronie, a oni byli krok do przodu, wiedzieli, o czym będzie się mówić w Sejmie. Łyknęli zlecenia na stacje benzynowe. Woziłem kasę w konwoju, ale zwolnili mnie, bo miałem pretensje o procedury bezpieczeństwa. Miałem, bo wróciłem raz z dziurą po kuli w błotniku. Potem był boom, agencji się namnożyło, gigantyczne pieniądze. Każdy wiedział, że nocami na tramwaju wodnym w Warszawie, bo to dyskretne i ciche miejsce, szły kontrakty i lewe walizeczki z kasą. No, tylko ochroniarze dostawali coraz mniej. Pracowałem w Juwentusie, pilnowałem osiedla: dwie agencje towarzyskie, dwie firmy przewozowe, basen, przedszkole, parking, kort tenisowy. 3,40 na rękę za godzinę. Na drodze pożarowej stawały samochody, trzeba było wzywać policję. Nie do wszystkich - prezes dał mi kilka numerów rejestracyjnych. Nie miałem farta. Policja wypisała mandaty, o 2 w nocy wchodzi blondynka w czerwonej sukience i daje mandat: pan zapłaci albo pan nie pracuje. Samochód dostała od męża na 40. urodziny. Nie zapłaciłem, to szef wysłał mnie na urlop, a potem zwolnił, bo tamta kobieta nie czuła się komfortowo, gdy mijała mnie w budce. Poszedłem ochraniać budowę. Miałem zadanie: przy wejściu badać Ukraińców alkomatem. Na sąsiedniej budowie spadł chłopak. Wszyscy u nas wiedzieli, że przebrali go tam w ciuchy cywilne i zrobili wtargnięcie, no bo pracował na czarno - opowiada. - Ale teraz jestem sprytny! - doda zaraz. Ma dwie prace - w jednej ochrania za 6 zł za godzinę, w drugiej za 5,50.
Na stole obok herbaty kładzie zapełnione drobnym maczkiem grafiki dyżurów.
Ta liczba na początku niewiele powie, przyda się matematyka. Iloraz z 520 podzielonych na 24 godziny da prawie 22 doby w miesiącu wypełnione tylko pracą. Albo prawie 17 godzin dziennie wypełnionych pracą. W pozostałych siedmiu godzinach Rysiek musi zmieścić wszystko inne: sen, rozmowę z synem, prysznic, zakupy. W tym roku udało mu się wyjechać na wakacje, nagimnastykował się, żeby dostać wolne okienko w dwóch firmach.
Rysiek: - Nie ma życia! W kwietniu zostałem dziadkiem, widziałem wnuka dwa razy. Zrobili z nas niewolników. Z nas wszystkich: kasjerek, sprzątaczek, ochroniarzy, ludzi od wywozu gówna. Nas nie stać, żeby nie pracować. Nawet za półdarmo. Przyjdziemy zawsze, umęczeni, chorzy. Wiesz, miałem kolegów, co zeszli na służbie. Do pracy pisze się tylko oświadczenie, że jest się zdrowym, badań nikt nie robi. Jeden wyglądał na siedemdziesiątkę, a miał trzydzieści kilka. Zszedł na kiblu w pracy, z wycieńczenia.
Rysiek radzi, żeby poczytać gazety i zwrócić uwagę na nagłówki: "śmierć ochroniarza", "ochroniarz wpadł do zbiornika", "ochroniarz zmarł na służbie z powodu zatoru...", "ochroniarz popełnił samobójstwo ze służbowej broni...".
Rysiek: - Jeszcze dwóch innych znałem, co padli. Bo taka jest prawda: padamy.
Już nie czuję, że śmierdzę. Obieranie cebuli na czarno w Wielkopolsce
Grupa inwalidzka mile widziana
Wrocław. Całe szczęście, że Cezary jest niepełnosprawny.
Ma grupę inwalidzką i dlatego każda firma ochroniarska przyjmie go z wielką radością.
Za niepełnosprawnego firma dostanie dotację z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i dzięki temu często będzie miała pracownika za darmo. Agencje ochrony zatrudniają więc niepełnosprawnych masowo, na wszystkie stanowiska, zdarza się, że nawet jeśli ktoś ma problemy ze wzrokiem i nogami, to pilnuje supermarketu na linii kas. Im więcej schorzeń, tym lepiej. Co roku z budżetu płynie do firm ochroniarskim około miliarda złotych. Kontrole NIK wykazywały, że pieniądze są wykorzystywane niezgodnie z prawem - zamiast aktywizować niepełnosprawnych używa się ich do dofinansowywania działalności gospodarczej.
Sławomir Wagner, Polska Izba Ochrony: - Jak pieniądze leżą na ulicy, to głupio nie sięgnąć.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Tak, zatrudniam niepełnosprawnych, ale na stanowiska, które mogą wykonywać, nie traktuję ich jak zysku dla firmy. Ale wiem, jak jest: wygramy przetarg trzema niepełnosprawnymi, trzeba sobie takich znaleźć.
Jak szybko znaleźć? Daje się ogłoszenie: ochrona 16 zł za godzinę. Nikt tyle nie zapłaci, ale zgłoszą się tłumy i łatwo można uzbierać bazę numerów osób z grupą inwalidzką.
Ogłoszenia o pracy: "Przyjmiemy najchętniej z grupą inwalidzką". Ochroniarze mawiają: zamiast załatwiać sobie licencje, załatw lepiej grupę.
Janek z Wrocławia, bezdomny: - Szefowa zobaczyła wypis ze szpitala, że mam zanik nerwu wzrokowego: Janeczku, wspaniale, proszę to załatwić!
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz":
Cezary: - Ale nawet jak masz grupę, to walą cię na kasę. W agencji Kompleks ochranialiśmy przedszkole. Po trzech miesiącach umowa-zlecenie. W agencji V88 chroniłem budowy. Przyjeżdża koordynatorka, umowa-zlecenie za złotówkę w nadgodzinach. "Taka potrzeba firmy, panie Cezary". W Piaście, wypożyczalnia maszyn budowlanych, zamykałem się w środku, było spanko. Ale firma wygrała przetarg na duże magazyny i pilnie potrzebowali ludzi. Koordynator mówi, że będę tam robił obchody, półtora kilometra w pół godziny. A ja mam grupę inwalidzką właśnie ze względu na nogi - mówi.
Kilkanaście lat wcześniej: Czarek pracuje w policyjnej prewencji. Małżeństwo wisi na włosku, odszedł. Teraz mu się tamta praca przypomina.
Ten trup się nie liczy. Tropimy policyjne statystyki
ZUS chronimy za 5 zł
Wrocław. Zośka, dziewczyna Janka z ogródków na Oporowie, też zaczęła wczoraj pracować w ochronie, Janek załatwił. Było trochę na opak: najpierw do pracy na 12 godzin, a potem na rozmowę kwalifikacyjną. Poprosili o dowód, ale zgubiła, więc sama podała nazwisko i PESEL. Zatrudniona. 4,80, na czarno, a jakby chciała na biało, to 3,50. Zośka trochę się martwi, bo w miejscu, którego pilnuje, nie ma bieżącej wody ani toalety, niby są krzaki, ale niskie, a zaraz domy. - To sobie wymyśliłam tak: wzięłam folię i na tę folię się załatwiłam. Zawinęłam i wyrzuciłam do śmieci.
Janek dalej pilnuje terenu, gdzie politechnika kończy budowę hali sportowej, a dalej są laboratoria.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr przesyła dane, z których wynika, że ochroniarze na politechnice zarabiają godziwie: - Tamten teren przekazaliśmy teren w sierpniu ubiegłego roku generalnemu wykonawcy (Moris Polska) i to on odpowiadał za wszelkie prowadzone prace, także ochronę.
Firmy budowlane zrzucają winę na agencje ochrony: powinny przecież odpowiadać za swojego pracownika i za to, jakie ma warunki. Agencje - na klienta.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony:
Tak jest zawsze, nie znajdzie się odpowiedzialnego za to, że Zośka pracuje za 3,50, a jej toaletą jest kawałek brudnej folii.
Najgorzej, tak mówią ochroniarze, jest w instytucjach publicznych. To pokłosie "taniego państwa" - najważniejszym kryterium przetargów miała być cena, choć dwa lata temu wprowadzono klauzule społeczne, mało gdzie się tego pilnuje.
Rysiek z Warszawy ma kolegę, który stoi w budynku ZUS. - Za 5 zł, ale wolałbym nie rozmawiać w ogóle, bo ja wolę mieć te 5 zł, niż nie mieć - mówi, kiedy do niego dzwonimy.
Tanie państwo bije w twarz
W przetargu krakowskiego pogotowia (najważniejszym kryterium cena) wygrała firma za 5,32 na godzinę, po odjęciu za uniform i krótkofalówkę ochroniarz dostał 4 zł. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu wycenił ochronę na 5,95 za godzinę. Sąd Rejonowy w Legnicy - na 5,79.
Kilka miesięcy temu wrocławska Partia Razem przepytywała z zarobków i zatrudnienia ochroniarzy, szatniarki i sprzątaczki na wrocławskich uczelniach.
Waldemar Mazur z Razem: - W większości przetargów UWr (zazwyczaj po 90 proc. i więcej) decydowała cena. Wygrywały oferty najtańsze, a najłatwiej ściąć cenę kosztem pensji pracowników. Odwiedziliśmy wszystkie wydziały, a na nich większość instytutów i katedr. Uzbieraliśmy 50 ankiet, niewiele, bo część pracowników bała się rozmawiać. Szczególnie złe warunki zatrudnienia były na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii. W gorszej sytuacji od pracujących w ochronie były szatniarki i sprzątaczki.
W marcu Razem napisało list otwarty do władz wrocławskich uczelni. - Zostaliśmy zignorowani. Po dwóch tygodniach pokusiłem się o telefony do rektorów UWr i PWr, ale odbiłem się od rzeczników. Zasłaniali się gorącym okresem wyborczym. Na uwagę, że może to moment, kiedy warto się nad problemem pochylić, odpowiedzieli, że nie są to priorytety, z jakimi mierzą się obecnie wrocławskie uczelnie.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr: - List otwarty nie dotyczył żadnej konkretnej sprawy, był apelem. Partia wysłała go na ogólny adres kancelarii rektora, nie można więc uznać go za list do rektora politechniki.
Michał Kulczycki, szef "Solidarności" Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania, razem ze współpracownikami wiosną odwiedzał budynki polskich ministerstw i pytał ochroniarzy. Przesyła nam tabelki - w Ministerstwie Finansów (Argus) stawka to 7,30, brak pomieszczenia socjalnego i problemy z umundurowaniem. W Ministerstwie Kultury (CD BIS) 6,50, pracownicy skarżą się na złe warunki. W Ministerstwie Nauki (Basma Security) stawka to 5 zł (obiecano nowy przetarg).
Rysiek: - Pojechałem kiedyś do Państwowej Inspekcji Pracy na ulicę Zielonego Dębu poskarżyć na agencję Kompleks. Patrzę, a PIP ochrania właśnie Kompleks. No, kurde! Zainteresowałem się. Przetarg wygrali na 8,50 zł brutto. Ile dostali ochroniarze? 3,50.
Razem. Pięć minut sławy i co dalej
Jędrek Security, Jędrek Monitoring
Przyczepa kempingowa w środku łąki bez wody, toalety, prądu.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Nie ma przymusu brać tanich zleceń. Ja uważam, że my, agencje ochrony, jesteśmy sobie winni. Sami psujemy sobie rynek. W przetargu 10 zł, pełny serwis z kamerami, na stronach zdjęcia wysportowanych ludzi w dobrym sprzęcie, a to pic na wodę, bo czasem firma nawet mundurów dla tych ludzi nie ma. Klienci nie weryfikują. Jest tak: jedni udają, że chronią, a drudzy płacą za tę ochronę.
Michał Kulczycki, "Solidarność": - Umowy o pracę zamienili na zlecenia, potem na dwa równoległe zlecenia, wydłużają okresy rozliczeniowe. Ochroniarze odśnieżają i strzygą trawę, bo mniej zapłacić się już nie da.
Cezary z Wrocławia: - Pierwszą umowę daje się na 50 zł za roznoszenie ulotek, a drugą, że w ochronie. Ale to od tej 50 zł jest odprowadzany ZUS. Tam, gdzie pracuję, Juwentus robi ludziom wypłatę co dwa miesiące, dzięki temu ZUS płacą tylko sześć razy w roku.
Taka jest potrzeba firmy, mówią. Rynek tak ustalił.
Od 1 stycznia wchodzi minimalna stawka godzinowa 12 zł.
Cezary z Wrocławia: - W agencjach słyszę płacz. Szef: panie kochany, co oni z nami, kurwa, robią. Potem odjeżdża mitsubishi pajero, a my aż zaciskamy pięści. Godzinowa ma powstrzymać patologie, jak te w agencjach ochrony. Czy powstrzyma?
Marcin Pyclik, Konwój: - Są już sposoby. Pracownik dostanie 12 zł, ale odda kilka złotych za wynajęcie munduru i wyposażenia, nadal będzie zarabiał mniej.
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz": - Szybko się przepoczwarzą. Podstawą do zabrania koncesji jest grubość blach na drzwiach magazynu z bronią, ale nie oszukiwanie pracowników. Firma ma wiele koncesji, potem, jak są kłopoty, to zamiast Jędrek Security jest w zapasie Jędrek Group albo Jędrek Monitoring pod tym samym logo i na nie przepisuje się kontrakty. Agencje ochrony powstały nie po to, żeby chronić, ale żeby przynosić zysk. Nie znam przypadku, żeby firma zniknęła z rynku, bo robiła przekręty.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony, nawet chciałby, by pracownikom było lepiej, choć może wyglądać to niewiarygodnie, bo do tej pory ze wszystkimi zmianami (ZUS, stawka godzinowa) walczył. Tak właśnie mówi: walczyliśmy, poszliśmy walczyć, walczyliśmy długo. - Bo za szybkie zmiany to nieszczęście. Klient się musi dostosować i znaleźć pieniądze. Czy nie można tej godzinowej najpierw od 9 zł? Przecież niektóre firmy mają 70 proc. pracowników na umowy-zlecenia. To są oficjalne dane giganta - Konsalnetu. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, bo to metoda ucywilizowania rynku, ale powoli. Teraz wiele firm zacznie zatrudniać na czarno, a najwięksi zlikwidują stanowiska, dopóki klient nie przyzwyczai się do nowych stawek. A przecież ochrona jest potrzebna: magazyny, osiedla...
Prekariat. Wyklęty lud ziemi, o jakim Marksowi się nie śniło
Ochroniarz czyta Konfucjusza
Wrocław. Ekonomiście Romanowi obiecali dziś w ochronie 5 zł za godzinę, ale koledzy mówią, że tylko przez telefon brzmi tak fantastycznie, w rzeczywistości będzie 4,70.
Poznań. Sprawę bezdomnego Włodka, który wygrał w sądzie z agencją ochrony, przejmuje komornik. Pisze, że postępowanie egzekucyjne jest bezskuteczne: dłużnik nie posiada majątku, rachunku bankowego, nie figuruje w ewidencji urzędu skarbowego, nie ma zarządu. Kwoty nie można ściągnąć z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń, bo sprawa toczy się przed sądem cywilnym, a nie pracy. Dlaczego? Bo Włodek nie miał umowy o pracę, pracował na zlecenia. Jedzie do głównej siedziby TG Group Security, ale mieści się tam już inna firma - TG Security. Ten sam telefon, prawie to samo logo. Włodek widzi przed firmą Hemmerlinga.
Też pytamy TG Security: co z wynagrodzeniem dla Włodka? Każą wysłać e-maila.
"TG Security nigdy nie zawierało umowy z Panem Włodzimierzem Knasieckim. Z informacji, które posiadamy, ten pan był pracownikiem naszego podwykonawcy, z którym nasza spółka zakończyła współpracę ponad rok temu" - odpisują.
Marek Przywecki, komornik, który próbuje odzyskać pieniądze Włodzimierza:
Dzwoni Mariusz Hemmerling: - Tej firmy nie ma, sprzedałem ją. Ochroniarz zrzekł się wypłaty, będę się odwoływał od wyroku. Przyznaję, że warunki były fatalne. PIP dał za to inwestorowi karę i nas też ukarano.
Agnieszka Mróz z Inicjatywy Pracowniczej uważa, że wyzysk nakręcają w Polsce urzędy pracy oraz instytucje zatrudniane przez samorządy do aktywizacji bezrobotnych: - Wypychają ludzi na śmieciówki, poprawiają sobie statystyki. Nie ma to nic wspólnego z aktywizacją, to tylko na papierze. Nikt się nie zastanawia, co się dzieje potem z tymi ludźmi, nie śledzi ich losów. Nie dostają narzędzi, by utrzymać się na rynku. Większość z nich wraca w to samo miejsce - na ulicę. Gdzie ta prosta, na którą miał wyjść Włodzimierz Knasiecki?
Włodek jest winny właścicielce za pokój już 6 tys. Nie chce wracać na ulicę. Po Kaszubach roznosił przesyłki, zarabiał 300 zł miesięcznie. Teraz znów pracuje jako ochroniarz. Jak długo? Nie myśli o tym.
Warszawa. Kiedy Rysiek nudzi się w pracy, czyta sobie Konfucjusza. Podobały mu się zwłaszcza myśli o chciwości, że jeden chciwy cały świat pogrąży w nicości. I jeszcze: "W podeszłym wieku, gdy krew stygnie, a duchy żywotne słabną, chciwości się wystrzegaj".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.08.23 12:42 ben13022 Układ warszawski. Czy reprywatyzacja w stolicy zatrzęsie polską polityką? (Cały tekst Wyborczej.)

Decyzję o reprywatyzacji najdroższej działki w stolicy mecenas Nowaczyk odbiera od urzędnika Rudnickiego, który kilka tygodni później rezygnuje z etatu w ratuszu. Odnajdujemy ich jako współwłaścicieli ośrodka Salamandra w Zakopanem. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Kancelaria Roberta Nowaczyka ma świetny adres: aleja Róż 10. Przedwojenna kamienica, w pobliżu siedziba premiera, ministerstwa, ambasady, po drugiej stronie park Ujazdowski, nieco dalej Łazienki. Pocztówkowy fragment Warszawy.
Jeszcze kilka lat temu na parterze stały szafy z ubraniami, łóżka, stoły, kuchenne szafki i sprzęty domowe. Trzy mieszkania komunalne zajmowali lokatorzy.
Ale w aleję Róż wkroczyła reprywatyzacja.
"Polska jako jedyny kraj w Europie Środkowo-Wschodniej do chwili obecnej nie przeprowadziła procesu naprawienia skutków bezprawnego przejęcia prywatnej własności, pomimo faktu, że prawo własności jest - obok prawa do życia - jednym z podstawowych praw obywateli oraz stanowi podstawę moralnego i prawnego ładu w demokratycznym państwie prawa" - czytamy credo mecenasa Nowaczyka na jego stronie internetowej Reprywatyzacja.pl.
O prawo do własności walczy skutecznie: ze 120 warszawskich nieruchomości, o które zabiega dla klientów i dla siebie, przejął prawie 50. Kamienicę w alei Róż 10 odzyskał dla spadkobierców dawnych właścicieli, trzy mieszkania na parterze kupił i urządził tam kancelarię.
Kupcy roszczeń
Jest rok 1945. Warszawa leży w gruzach. Bolesław Bierut, prezydent rządzącej Polską z nadania Stalina Krajowej Rady Narodowej, wydaje dekret o nacjonalizacji wszystkich prywatnych nieruchomości w stolicy. Bez niego odbudowa byłaby niemożliwa. Objął blisko 25,5 tys. budynków (11,229 tys. zniszczonych) i 40 tys. działek hipotecznych.
Byli właściciele jeszcze w latach 40. złożyli kilkanaście tysięcy wniosków o przywrócenie własności, ale w praktyce odmawiano wszystkim, łamiąc ówczesne prawo.
To złamanie prawa od 1996 r. otwiera drogę do odzyskania nieruchomości. Dostają je byli właściciele i ich spadkobiercy, ale także kupcy roszczeń - wyspecjalizowane kancelarie i biznesmeni. Do dziś zwrócono ok. 3 tys. działek. W 2014 r. co czwarty adres trafiał do kupców roszczeń. Jednym z nich jest również mecenas Robert Nowaczyk.
Jak może wyglądać handel roszczeniami? Na przykład tak: biznesmen Maciej Marcinkowski chce zainwestować w działki na Powiślu. Prawa do nich ma Maria Rotwand, stuletnia wdowa po znanym warszawskim przemysłowcu i bankierze. Mecenas Nowaczyk w jej imieniu sprzedaje samemu sobie prawa do działki. Potem nimi obraca, by na końcu spisać umowę z Marcinkowskim, który przejmuje pokaźny teren na Powiślu.
Na pl. Defilad wyrosły wieżowce
Adresy na liście referencyjnej Roberta Nowaczyka robią wrażenie, w większości to najdroższe rejony miasta: aleja Przyjaciół, Nowy Świat, Poznańska, Piękna, Lwowska, Mazowiecka, Puławska.
Działki pod przedwojennym adresem Chmielna 70 tam nie ma, ale to właśnie na Chmielnej Robert Nowaczyk doprowadził do reprywatyzacji jednego z droższych terenów w mieście.
Najpierw przez kilka lat ciągną się postępowania spadkowe po byłych właścicielach. Pierwszy znaczący sukces ma miejsce w maju 2010 r., kiedy dochodzi do urzędowego unieważnienia decyzji, na mocy której w latach 50. odmówiono wywłaszczonym dekretem Bieruta właścicielom Chmielnej praw do gruntu.
To kluczowy dokument, kto ma go w ręku, idzie do stołecznego ratusza i domaga się reprywatyzacji. Teraz piłeczka jest po stronie urzędników prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz.
W czasie, kiedy badane są papiery dostarczone przez mecenasa Nowaczyka, rządząca Warszawą PO ma właśnie głosować nad zmianami w planie zagospodarowania okolic Pałacu Kultury. Poprzedni Gronkiewicz-Waltz skrytykowała zaraz po wygranych wyborach samorządowych w 2006 r., ledwie kilka miesięcy po uchwaleniu go przez jej poprzedników z PiS. Wydawał się jej "mało ambitny", bo pozwalał budować tylko do ośmiu kondygnacji. - Chcemy stworzyć coś nowego i oryginalnego - tłumaczył latem 2007 r. wiceprezydent Jacek Wojciechowicz (PO).
Radni głosują nad planem 9 listopada 2010 r., trzy dni przed końcem kadencji. Komisja planowania przestrzennego dostaje obszerny dokument dzień przed sesją. Jego analiza wymaga czasu, ale ratusz go radnym nie daje.
Debata zamienia się w awanturę. Radny opozycji krzyczy do mikrofonu: - Komisję zmuszono do jazdy bez trzymanki, wrzucając jej w ostatniej chwili do rozpatrzenia ponad 240 uwag zgłoszonych do planu.
Protestującemu PiS-owi PO przypomina, że nową wersję planu popiera architekt Czesław Bielecki, pisowski rywal Gronkiewicz-Waltz na prezydenta Warszawy.
Plan zostaje uchwalony. Na mapie stolicy pojawiają się dwa drapacze chmur bardzo blisko Pałacu Kultury. Ten wyższy, 245-metrowy, zajmuje działkę klientów mecenasa Nowaczyka.
Od tego momentu Chmielna jest warta fortunę.
Czyja wieża wyższa
We wrześniu i październiku 2012 r. w warszawskiej kancelarii notarialnej dochodzi do serii transakcji. Spadkobiercy właścicieli Chmielnej sprzedają swoje roszczenia Marzenie Kruk, Januszowi Piecykowi i Grzegorzowi Majewskiemu.
Marzena Kruk to siostra Nowaczyka. Ma doktorat, jest specjalistką w dziedzinie prawa ofiar przestępstw. Gdy cztery miesiące temu ujawniłyśmy sprawę Chmielnej 70, była naczelniczką wydziału w Ministerstwie Sprawiedliwości, o działce nie chciała rozmawiać. Trzy dni po publikacji została przeniesiona na stanowisko głównego specjalisty.
Spytałyśmy resort sprawiedliwości, czy w oświadczeniu majątkowym urzędniczki jest warta miliony działka obok Pałacu Kultury. Ministerstwo Zbigniewa Ziobry odpowiedziało, że "dokonywana jest analiza oświadczeń o stanie majątkowym składanych przez pracowników". Stanowią one jednak tajemnicę prawnie chronioną, chyba że dana osoba wyrazi pisemną zgodę na ich ujawnienie.
Chmielna to niejedyny dekretowy adres głównej specjalistki w ministerstwie dr Kruk. Jest też współwłaścicielką zreprywatyzowanej kamienicy z lokatorami na warszawskim Mokotowie.
Janusz Piecyk to dobry znajomy Nowaczyka, są współwłaścicielami lokalu kancelarii w alei Róż 10. Występuje w wielu innych sprawach prowadzonych przez kancelarię mecenasa. Grzegorz Majewski jest znanym warszawskim adwokatem, od kwietnia tego roku - dziekanem okręgowej rady adwokackiej.
Miesiąc po wizycie u notariusza decyzją urzędników ratusza Kruk, Piecyk i Majewski zostają właścicielami Chmielnej 70.
Był też inny chętny na działkę - Maciej Marcinkowski, którego wspierał adwokat Andrzej Muszyński. To tandem znany z reprywatyzacyjnej skuteczności, ale tym razem przestrzelił. Marcinkowski płaci za prawa do Chmielnej nie tym spadkobiercom, co trzeba, właściwe papiery ma Robert Nowaczyk.
Marcinkowski traci pieniądze przy Chmielnej, ale kilkaset metrów dalej przejmuje grunt, na którym radni wpisali do planu zagospodarowania drugi z wieżowców. Tylko nieco niższy od wieży klientów Nowaczyka.
Nowi właściciele obu adresów starają się o skrawki miejskich gruntów, bez których nie mogą rozpocząć inwestycji. Udaje się je kupić bez przetargu tylko klientom Nowaczyka. Rynkowa wartość Chmielnej rośnie do 120-160 mln zł.
Obco brzmiące nazwisko
W kwietniu 2016 r. docieramy do dokumentów, z których wynika, że Jan Henryk Holger Martin, dawny właściciel dwóch trzecich Chmielnej 70, był obywatelem Danii. To stawia pod znakiem zapytania reprywatyzację. Dania jest bowiem wśród państw, którym Polska wypłaciła ryczałtowe odszkodowanie za powojenną nacjonalizację. "Po zapłaceniu 5,7 mln duńskich koron Rząd duński uważać będzie za ostatecznie uregulowane wszystkie roszczenia duńskie. Wynikiem tej regulacji będzie zwolnienie Rządu polskiego w stosunku do zainteresowanych duńskich obywateli i ich następców prawnych" - czytamy w polsko-duńskiej umowie z 1953 r.
To, co wiemy o Duńczyku, opisał on sam w podaniu o wizę pobytową do komendy MO w Otwocku w 1948 r.: warszawski kupiec, od urodzenia obywatel Danii "z rodziców Duńczyków i obywateli Duńskich, nieżyjących".
Kamienicę przy Chmielnej kupił w 1943 r. Spłonęła w powstaniu. Martinowi nie udało się przedłużyć pobytu w Polsce, wyjechał do Danii, zmarł kilka lat później.
W ratuszu nie sposób się dowiedzieć, dlaczego jesienią 2012 r. urzędnicy zwrócili Chmielną.
Wiceprezydent Jarosław Jóźwiak: - Pewnie Duńczyk był Polakiem, bo głosował w referendum "3 X tak" w 1946 r., a działkę trzeba było oddać, bo goniły terminy.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz: - Martin miał dwa obywatelstwa.
Marcin Bajko, dyrektor odpowiedzialny wówczas w mieście za reprywatyzację: - Umowy międzynarodowe nie obowiązują.
A w ogóle to zawiniło Ministerstwo Finansów, które lata temu powinno było wpisać skarb państwa do księgi wieczystej Chmielnej 70, jeśli działka była spłacona. W 2010 r. ratusz usłyszał w ministerstwie, że dokumentów o odszkodowaniu za Chmielną nie ma, resort miał ich poszukać, ale przez dwa lata milczał.
Nasz tekst w stołecznym dodatku "Wyborczej" wywołuje burzę. Opozycja żąda zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Warszawy. Wiceprezydent Wojciechowicz zapewnia: "Uchwalając plany zagospodarowania, nigdy nie kierujemy się roszczeniami, bo nie wiem, jak mielibyśmy ten plan uchwalić, kiedy roszczeń jest kilkadziesiąt na placu [Defilad]".
Hanna Gronkiewicz-Waltz donosi na Ministerstwo Finansów do prokuratury.
Tymczasem w lipcu resort finansów ujawnia dokument z lutego 2011 r. wysłany na adres ratusza. To nazwiska cudzoziemców, którzy na podstawie umów międzynarodowych dostali odszkodowania za warszawskie nieruchomości. Wśród nich jest Jan Henryk Holger Martin. Gdy prosimy w ratuszu o ten dokument, przez dwa tygodnie nie można go odnaleźć. Gdy się znajduje, rzecznik urzędu miasta przyznaje, że nazwisko się zgadza, ale nie ma przy nim adresu Chmielna 70.
Pytamy Nowaczyka, dlaczego tak doświadczony adwokat nie sprawdził drobiazgowo historii gruntu przy obco brzmiącym nazwisku byłego właściciela.
Mecenas tłumaczy, że Martin urodził się i mieszkał w Warszawie do 1949 r., a jego spadkobiercy byli polskimi obywatelami. I dodaje, że "obco brzmiące nazwisko nie było rzadkością przy pracy nad gruntami warszawskimi, wiele osób uprawnionych do gruntów i budynków nosiło obco brzmiące nazwiska, choć byli obywatelami polskimi i nikt tego nie kwestionował".
Willa opatrzności Bożej
Losy warszawskiej reprywatyzacji przez lata decydowały się w Biurze Gospodarki Nieruchomościami (BGN). Jego szef Marcin Bajko nie podpisywał decyzji o zwrotach dekretowych działek. Nie ma pełnomocnictwa, bo oprócz posady w ratuszu - za zgodą ówczesnego prezydenta miasta Lecha Kaczyńskiego - prowadzi własną działalność gospodarczą (powiedział nam, że to "psychiczna odskocznia" od pracy w ratuszu). Dlatego też nie musiał składać oświadczeń majątkowych.
Jest jesień 2012 r. Decyzję o zwrocie Chmielnej 70 Nowaczyk odbiera od wicedyrektora BGN Jakuba Rudnickiego, który kilka tygodni później rezygnuje z etatu u Hanny Gronkiewicz-Waltz. W 2014 r. odnajdujemy go jako właściciela pokaźnej willi z lokatorami przy ulicy Kazimierzowskiej 34, w prestiżowej dzielnicy.
Były dyrektor przekonuje nas, że roszczenia do tej nieruchomości kupili jego rodzice, ale że był wtedy urzędnikiem ratusza, teczkę kamienicy odłożył na półkę, a sprawę opisał w notatce służbowej do Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Swoją pracę w BGN wspomina tak: - Miałem jako człowiek po uszy i po dziurki w nosie całej atmosfery. Jak oddawałem, to było źle, choć to jedyna możliwość jak najszybszego uwolnienia się od tej przeklętej zarazy, którą jest dekret. Jak nie oddawałem, było jeszcze gorzej. Człowiek popada w paranoję. Właściwie nie wie, co ma robić. Dalej okłamywać ludzi, że miasto nie może czegoś zwrócić? Kto nie widział tego, co się odbywa w BGN, nie może nic na ten temat powiedzieć. Nieustanne awantury, spotkania z 70-80--letnimi ludźmi, u których nienawiść krzyżuje się z rozpaczą. Tak dzieje się zawsze, gdy w prawo wkracza polityka. Nie, to nie było dla mnie.
Rozmowę kończy tak: - Dziękuję opatrzności Bożej za to roszczenie, bo ta sprawa pomogła mi podjąć decyzję o odejściu.
Sprawa willi wraca z półki na biurko z chwilą odejścia Rudnickiego z posady. Jego następca Jerzy Mrygoń - wcześniej radca prawny BGN - z marszu, w pierwszych dniach urzędowania, podpisuje zwrot willi w czerwcu 2013 r.
Ryszard Grzesiuła ze Stowarzyszenia "Dekretowiec", które skupia dawnych właścicieli, ma inne doświadczenia: - Praktyka urzędników jest taka, żeby przedłużać sprawy w nieskończoność, zniechęcić spadkobierców do odzyskiwania własnych nieruchomości, zmuszając do pozbycia się roszczeń za bezcen na rynku wtórnym. A potem słyszymy, że Warszawa ma straszliwy problem z handlarzami roszczeń.
Postępowanie w sprawie zwrotu mokotowskiej willi Rudnickiego prowadzi wrocławska prokuratura. Właściciel z "opatrzności Bożej" założył lokatorom sprawy o eksmisję.
Miesiąc temu Hanna Gronkiewicz-Waltz zdecydowała, że Biuro Gospodarki Nieruchomościami nie będzie się już zajmować reprywatyzacją w Warszawie. - Proszę nie traktować tej decyzji jako wotum nieufności wobec urzędników, którzy do tej pory zajmowali się zwrotami działek - zastrzegł wiceprezydent Jóźwiak.
Salamandra generała
Mecenas Nowaczyk zapewnia, że nie łączą go z Rudnickim relacje biznesowe.
Ich nazwiska odnajdujemy jednak w księdze wieczystej ośrodka Salamandra w Kościelisku, który przed wojną należał do generała Tadeusza Kasprzyckiego, ministra spraw wojskowych.
W maju 2012 r. urzędnik BGN Jakub Rudnicki płaci milion złotych swoim rodzicom za część Salamandry, którą odkupili od spadkobierów generała. We wrześniu reprezentująca rodzinę Kasprzyckiego matka Rudnickiego pośredniczy w sprzedaży innej części ośrodka mecenasowi Nowaczykowi.
Z oświadczenia majątkowego Rudnickiego z 2011 r. wynika, że miejski urzędnik (rocznik 1973) nie miał odłożonej gotówki, ale trzy mieszkania, które wycenił na prawie 3,5 mln zł. Odchodząc z ratusza, nie dopełnił obowiązku złożenia oświadczenia za 2012 r.
W 2013 r. ukazuje się ogłoszenie o sprzedaży Salamandry: "Już tylko nieliczni pamiętają, iż stojący na stoku Gubałówki piękny, kamienny zespół budynków to dawny pensjonat siostry gen. Tadeusza Kasprzyckiego". Cena w ogłoszeniu to 24 mln zł, potem spada do 15 mln zł.
Obecny właściciel Salamandry nie chce powiedzieć, ile zapłacił Rudnickiemu i Nowaczykowi. - Miejsce piękne, ale stary budynek jest w katastrofalnym stanie. Salamandrę sprzedawali wspólnie, jednym aktem notarialnym, w grudniu 2013 r.
Mecenas Nowaczyk: - Przez krótki okres byłem współwłaścicielem nieruchomości w Zakopanem, był to jednak efekt zupełnie oddzielnych postępowań i spraw, a współwłasność nie była zamierzona.
Mecenas i brat
"Niezamierzona współwłasność" pod Tatrami nie jest jedynym kontaktem Nowaczyka z rodziną Rudnickich.
Wróćmy do Warszawy. O niedużą kamienicę przy Marszałkowskiej 43 starają się dwie panie z Francji. Przed sądem twierdzą, że podczas robienia porządków znalazły testament sprzed lat.
Ale lokatorzy Marszałkowskiej znali właścicielkę, nigdy się nie wyprowadziła z kamienicy, zmarła samotnie. Rozpoczynają śledztwo. Odnajdują spadkobierczynie z Francji, ale w kalendarzu coś się nie zgadza. - Pełnomocnictwo do spraw kamienicy panie z Francji dały w 2004 r., a w sądzie zeznały, że testament znalazły dopiero w 2006 r. - zwraca uwagę jedna z lokatorek.
W grudniu 2010 r. Jakub Rudnicki podpisuje decyzję o reprywatyzacji kamienicy. Lokatorzy komunalni dostają wypowiedzenia umowy najmu, zaczynają się procesy o eksmisję. W sądzie po raz pierwszy słyszą, że kamienica ma już nowego właściciela. Nazwisko identyczne z nazwiskiem wieloletniego urzędnika od reprywatyzacji. I nie jest to zbieg okoliczności.
Mec. Robert Nowaczyk tym razem reprezentuje Adama Rudnickiego, brata Jakuba. W sierpniu 2014 r. w jego imieniu kupuje kamienicę. Kilka miesięcy później ponownie występuje w imieniu Adama Rudnickiego - tym razem sprzedaje Marszałkowską 43 swojej bliskiej znajomej. Jest ona też wspólniczką spółki, w której zarządzie zasiada adwokat Nowaczyk.
Mecenas potwierdza, że był pełnomocnikiem w tej sprawie, ale gdy pytamy o szczegóły, zasłania się tajemnicą adwokacką.
Przemysł Mydlarski i Perfumeryjny
Tajemnicę kryje też inny rozdział działalności mecenasa. W alei Róż 10 oprócz jego kancelarii odnajdujemy też spółki: Siła i Światło, Fabryka Maszyn i Kotlarnia "Moc", Warszawska Fabryka Masowych Wyrobów Blaszanych "Tłocznia", Warszawska Fabryka Guzików, Warszawskie Towarzystwo "Motor" Zakłady Chemiczno-Farmaceutyczne.
Nazwy trącą myszką? Nic dziwnego, to firmy przedwojenne. Po kilkudziesięciu latach uśpienia zostały reaktywowane w alei Róż 10.
Jak fabryka wstaje z martwych? Np. tak: znany kolekcjoner papierów wartościowych kupuje na portalu Allegro akcje Fabryki Guzików. Potem pisze do sądu, że potrzebny jest kurator dla spółki, który w imieniu nieobecnych akcjonariuszy zwoła walne zgromadzenie. Gdy sąd zgadza się na kuratora, można już powołać zarząd, który wystąpi o wpisanie spółki do Krajowego Rejestru Sądowego.
Kuratorem Warszawskiej Fabryki Guzików zostaje mecenas Nowaczyk. Na walnym jest tylko jeden akcjonariusz, ma pięć akcji, czyli 0,125 proc. kapitału zakładowego spółki.
W obudzonych spółkach z alei Róż Nowaczyk występuje też w innych rolach: udziałowca, członka rady nadzorczej. W zarządach zasiada Janusz Piecyk, wspólnik mecenasa, od 2012 r. współwłaściciel Chmielnej 70.
Nie o produkcję guzików, mydła czy światła chodzi w tym biznesie. Prawdziwy powód znajdujemy w rocznym sprawozdaniu jednej z obudzonych firm: "Spółka koncentruje się na rozeznaniu majątku posiadanego przez spółkę przed jego nacjonalizacją oraz ocenie zasadności i zgodności z prawem decyzji nacjonalizacyjnej". Chodzi o nieruchomości odebrane spółkom dekretem Bieruta.
Urzędnicy podają, że w całej Warszawie reaktywowane firmy przejęły 17 adresów, do kolejnych 40 mają roszczenia. Spółki z alei Róż nie mają sukcesów, na liście urzędu miasta odnajdujemy tylko jedną: Przemysł Mydlarski i Perfumeryjny Fryderyk Puls SA stara się o willę na Mokotowie.
Do reaktywowanej spółki Motor zgłosiła pretensje córka przedwojennego udziałowca. - Mam ponad 200 akcji - mówi Elżbieta Ryl-Górska. - Ojciec był dyrektorem i współwłaścicielem spółki. Kiedy ktoś mi podpowiedział, żeby zainteresować się majątkiem, spółka była już reaktywowana beze mnie. Pan Nowaczyk nawet nie zadzwonił. Adres ojca przez 70 lat od wojny był ten sam, wystarczyło spróbować.
Pani Ryl-Górska chciała, by sąd rejestrowy wznowił postępowanie o ustanowieniu kuratora. Dostała odmowę.
12 mln odszkodowania
Dekret Bieruta to nie tylko zwroty w naturze. Mecenas Nowaczyk walczy o duże pieniądze dla siebie i swoich klientów. Właścicielom zreprywatyzowanych kamienic skarb państwa płaci odszkodowania za mieszkania sprzedane lokatorom z kwaterunku. Prywatni właściciele wystawiają też miastu rachunki za czynsze, jakie mogliby dostawać, gdyby nie nacjonalizacja.
"Kolekcjoner kamienic" Marek Mossakowski za roszczenia do kamienicy przy Hożej 25a zapłacił 50 zł, a potem zażądał od miasta ponad 5 mln zł odszkodowania. Wynajął Nowaczyka, który wywalczył ponad 1,6 mln zł.
Przegrał dopiero w Sądzie Najwyższym, który w uzasadnieniu wyroku zapytał, czy moralne jest, by "osoba, która nie tylko nigdy nie została pokrzywdzona działaniem dekretu, ale która roszczenie (...) nabyła za 50 zł, czyli ułamek faktycznej wartości, odniosła korzyści kosztem środków publicznych?".
Mecenas Nowaczyk walczył też o miliony z miejskiej kasy na swoje konto. Wicedyrektorowi BGN Jerzemu Mrygoniowi wystarczyło siedem miesięcy, by przekazać ogromną (trzy podwórka, kilkadziesiąt mieszkań) pożydowską kamienicę przy Poznańskiej 14 reprezentowanemu przez Nowaczyka amerykańskiemu spadkobiercy, którego nikt przy Poznańskiej nie widział.
Spadkobierca sprzedaje ją Nowaczykowi i Piecykowi. W 2013 r. wspólnicy przejmują dom pełen ludzi, podnoszą czynsze, dotychczasowi lokatorzy mają się wyprowadzić do lutego 2017 r.
Nowaczyk i Piecyk występują o 12 mln zł odszkodowania, bo przez lata na kamienicy nie zarabiali. Gdy walczą o pieniądze od miasta, sprzedają kamienicę za 11 mln zł. Nabywcą są spółki powiązane z firmą Fenix Group, która specjalizuje się w skupowaniu kamienic z lokatorami po reprywatyzacji. W centrum miasta ma ich ok. 20.
Mieszkańcy piszą do prokuratury. Wątpliwości mają też urzędnicy, biuro prawne ratusza sugeruje BGN wystąpienie do sądu o ponowne zbadanie spadku. Tu droga protestu się urywa.
Gdy pytamy o Poznańską 14, mecenas Nowaczyk znów zasłania się tajemnicą. Informuje, że prokuratura dwa razy umarzała postępowania w sprawie kamienicy. "Nie występuję w niej w żadnej roli" - podkreśla.
Tajemnica adwokacka ratusza
Ponieważ sprawa dotyczy majątku publicznego, próbujemy się dowiedzieć, w ile warszawskich reprywatyzacji zaangażowany jest mecenas Nowaczyk. Chcemy poznać adresy nieruchomości, które już odzyskał i o które się stara. Interesuje nas też kwota odszkodowań, które wywalczył dla siebie i swoich klientów.
Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz odmawia. W piśmie powołuje się m.in. na tajemnicę adwokacką. Wcześniej nasz wniosek o dostęp do informacji publicznej ratusz konsultuje z Okręgową Radą Adwokacką w Warszawie, której szefem jest Grzegorz Majewski, współwłaściciel (razem z siostrą Nowaczyka) wartej 160 mln zł działki przy Chmielnej 70.
Urzędnicy pytają też o zdanie mecenasa Nowaczyka, a on nie wyraża zgody "na udostępnienie danych dotyczących jego prywatności". To zasadnicza zmiana polityki informacyjnej. Wcześniej ratusz wysyłał nam pełne listy nieruchomości, o które zabiegali inni bohaterowie tekstów o reprywatyzacji: Marek Mossakowski, Maciej Marcinkowski, Andrzej Muszyński. Pytamy Muszyńskiego, czy ktoś z ratusza pytał go o zgodę na ujawnienie adresów. Zaprzecza.
Archiwista na tropie
Kulisy zwrotu Chmielnej z zawiadomienia Jana Śpiewaka ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze badają prokuratura i CBA. Śledczy sprawdzają też doniesienie, które stołeczny ratusz złożył na Ministerstwo Finansów.
Ministerstwo zapowiada, że wkrótce wyda oficjalną decyzję w sprawie działki. "Ze względu na obszerną dokumentację w języku duńskim postępowanie to jest czasochłonne, gdyż konieczne jest m.in. precyzyjne przetłumaczenie zgromadzonych materiałów. Wstępna analiza dokumentów pozwala sądzić, że decyzja będzie pozytywna" - informuje biuro prasowe.
Decyzja "pozytywna" oznacza, że działka przy Chmielnej została spłacona i do reprywatyzacji jej "duńskiej" części nie powinno dojść. Następnym krokiem będzie wpisanie do księgi wieczystej skarbu państwa jako właściciela dwóch trzecich Chmielnej 70.
Robert Nowaczyk i współwłaściciel działki Grzegorz Majewski wynajęli adwokata Macieja Ślusarka ze znanej warszawskiej kancelarii. W lipcu, przed emisją programu "Bez retuszu" w TVP o kulisach zwrotu Chmielnej, ostrzegł on prowadzących, że niepochlebne opinie o jego klientach mogą skończyć się pozwami. W piśmie wysłanym do TVP mecenas Ślusarek twierdził, że Nowaczyk i Majewski są ofiarami całej sytuacji, a sprawę Chmielnej dokładnie analizowali. Powołał się na ekspertyzy prawniczych autorytetów zamówione przez ratusz.
W ratuszu się dziwią, skąd prawnik Nowaczyka i Majewskiego ma opinie dwóch profesorów, za które miasto zapłaciło blisko 35 tys. zł. Urzędnicy nie chcą nam ich udostępnić, bo to "dokumenty wewnętrzne", poza tym dotyczą teoretycznej analizy znaczenia umów międzynarodowych o odszkodowaniach, a nie konkretnie przypadku Chmielnej 70. Dodatkowe 4 tys. zł miasto wyda na archiwistę, który cztery lata po zwrocie działki ma ustalić, obywatelami którego państwa byli Jan Henryk Holger Martin oraz jego ojciec, matka, żona, syn i córka.
Politycy PO i miejscy urzędnicy zastanawiają się, czy reprywatyzacja będzie gilotyną, która zakończy rządy Gronkiewicz-Waltz w stolicy i zachwieje polską polityką. Chmielna 70 nie jest jedynym adresem reprywatyzacji po warszawsku, który sprawdza prokuratura i CBA.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20572140,uklad-warszawski-czy-reprywatyzacja-w-stolicy-zatrzesie-polska.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]